piątek, 30 października 2015

Yankee Candle Shea Butter - pierwsze spotkanie z woskami.
























Yankee Candle kusiło mnie już od prawie roku jednak nie mogłam nigdzie znaleźć stacjonarnie miejsca, gdzie dałabym upust woskowej fantazji. Po otwarciu nowej galerii w Katowicach od razu rzuciło mi się w oczy stoisko z woskami. No i stało się coś oczywistego - wpadłam i przepadłam :).


Na początku zakupiłam kominek - niski za 19 zł. Później przeczytałam opinie, że w niskich często zdarza się zjawisko "przypalania wosku" i utraty uroku zapachu. Jestem po kilku długich paleniach i moim zdaniem nic w moim niskim kominku się nie przypalało :).

W moje ręce wpadło klika zapachów, a jednym z nim był "Shea Butter".


Wyczuwalne zapachy: masło shea.
Tyle znalazłam w internecie (np. na goodies.pl) i szczerze mówiąc nic mi to nie mówiło - jak pachnie takie masło zdecydowanie NIE WIEM :D. Jednak jeśli tak właśnie pachnie masło shea, to jest to wyjątkowo intensywnie słodki zapach, sprawiający że chciałoby się ugryźć wosk.
Troszkę więcej niż 1/4 wosku włożyłam do kominka i zapaliłam podgrzewacz. Już po paru minutach zaczął się rozpuszczać, po ok. 10-15 był całkowicie w postaci płynnej. Pokój stopniowo ogarniał cudowny, słodki ale nie duszący zapach. Wosk wydzielał go przez całe 4 godziny (czas palenia się podgrzewacza) i nie tracił zbytnio na intensywności. Byłam całkowicie oczarowana! Po czasie woń przeniosła się nawet do sąsiednich pokoi :). Można było go wyczuć delikatnie nawet z rana! (a skończyłam palić ok. 21).

Moja pierwsza przygoda z YC zakończyła się sukcesem i miłością :). Zakochałam się ja i zakochała się mama - która wierna była zapachowym świeczkom. Koniec ze świeczkami! Dom opanują woski! <3.


Które zapachy z słodkich i delikatnych mogłybyście mi polecić? :) Podpowiem Wam, że o mdłości przyprawił mnie między innymi zapach Kilimanjaro Stars oraz Witches Brew :D.

czwartek, 29 października 2015

Suszone jabłka z piekarnika - najlepsza przekąska!

Kupić Suszone jabłka z Uzbekistanu.
źródło

Dzisiaj totalnie nie włosowo, ale łakomczuszkowo :D.
Sezon na jabłka, przygotowywania się na zimę uważam za otwarty! :). Mam okropną słabość do niezdrowych, chrupiących przekąsek, które zawsze chciałam czymś zastąpić. Suszone jabłka są w tej kwestii niezawodne - nawet lubią się z piwem czy winem ;).
Niestety nie każdy ma w domu specjalną suszarkę... Ja też nie mam, więc korzystam z piekarnika :).

Przygotowanie jabłek:
- Myjemy je,
- usuwamy gniazda nasienne (skórki zostawiamy) - jeśli ktoś nie chce wyrzucać zapraszam do przeczytania postu o płukance z jabłek >klik<,
- kroimy jabłka na małe plastry, nie więcej niż 0,5 cm grubości (staramy się aby jabłka były podobnej grubości aby móc dobrze wymierzyć czas suszenia. Im cieńsze jabłka, tym szybciej będą gotowe i oczywiście zmarnujemy dużo mniej prądu),
- jabłka układamy ciasno, jedno obok drugiego na papierze do pieczenia, rozłożonym na kratce - na przykład takiej:



Kratka do studzenia ciasta prostokątna CAKE

źródło



Piekarnik: 
- Nagrzewamy piekarnik do 120-150 stopni,
- włączamy termoobieg,
- po nagrzaniu wkładamy do środka kratkę z jabłkami (można parę kratek),
- suszymy od 30 min - 1,5 h (zależy od grubości jabłek) - proponuję zaglądać do piekarnika co 20 minut i sprawdzać czy jabłka są suche
- WAŻNA UWAGA! JABŁKA SUSZYMY Z LEKKO UCHYLONYMI DRZWICZKAMI OD PIEKARNIKA.
Jabłek nie trzeba mieszać czy przewracać na drugą stronę ;).

Przechowywanie: Najlepiej w szczelnie zamkniętym słoiku.

Uwielbiam je chrupać :)!
Lubicie suszone owoce?

wtorek, 27 października 2015

Maska Planeta Organica z olejem Makadamia - do włosów przetłuszczających się


Cześć! :) Udało mi się wygrzebać z wszelkich konkursowych formalności (przypominam - wyniki rozdania znajdują się jeden post niżej)

Dzisiaj przedstawię Wam kolejną maskę, która uwiodła mnie praktycznie wszystkim...


MASKA PLANETA ORGANICA Z OLEJEM MAKADAMIA






































Zadaniem maski jest regulowanie równowagi skóry głowy, czym samym ma zmniejszać przetłuszczanie (kto czyta bloga to wie, że tego nigdy nie sprawdzam ;) - nie kładę masek na skórę głowy bo nie lubię). Na długości ma domykać łuski włosów, tym samym sprawiając że staną się błyszczące, nawilżone i gładkie.

Skład: Aqua with infusion of Macadamia Integrifolia Seed Oil (organic macadamia oil), Coconut Milk Extract (extract Kosovo jelly), Cymbidium Grandiflorum Flower (orchid extract), Bertholletia Excelsa Nut Oil (Brazil nut oil), Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Glyceryl Stearate, Retinyl Palmitate, Hydroxyethylcellulose, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Sodium Ascorbyl Phosphate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid.

Do ciekawszych składników, znajdujących się w masce należą: olej makadamia, ekstrakt z mleka kokosowego, ekstrakt z orchidei, olej z brazylijskich orzechów. Na prawie samym końcu składu znajduje się benzyl alcohol, pełniący rolę konserwantu. 

Opakowanie ma postać miękkiej tubki "stawianej na głowie", z której łatwo wyciska się kosmetyk. Nie ma problemu z wydobyciem reszty. Konsystencja jest kremowa, nie lejąca co sprawia, że maskę łatwo aplikuje się na włosy i jest wydajna. Jej pojemność to 200 ml, a cena waha się w granicach 15 zł+. Zapach mogę skomentować takimi słowami: A można to jeść? :) Zapach jest ultraprzyjemny! Bije na głowę inne maski z tej serii. Nie wiem z czym go porównać - jest delikatny, może lekko kokosowy, mleczny? Utrzymuje się na włosach! 
























Działanie: Włosy po tej masce są przyjemnie miękkie w dotyku, przy okazji nawilżone, nie spuszone i ładnie się falują. Do tego genialnie ułatwia rozczesywanie! - do tego stopnia, że grzebień wchodzi jak nóż w masło :). Maska faktycznie, domyka łuski włosów tak, jak obiecuje producent :) - są wyraźnie nabłyszczone. 


EFEKT:
(zdjęcie konkursowe "cztery pory włosów" na forum goodhairday.pl)






Macie coś z tej linii? :)

niedziela, 25 października 2015

NDW (11)

Witam.

Dzisiaj w ruch poszła nowa odżywka w piance Pantene, którą wygrałam w rozdaniu :). Czy będzie między nami miłość?
















- Standardowo w skórę głowy wtarłam serum łopianowe elfa pharm,
- naolejowałam włosy olejem awokado,
- po 1h umyłam włosy wygranym szamponem z tołpy (dawno nie miałam styczności z szamponem opartym na łagodniejszych detergentach i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona :D),
- pod prysznicem użyłam odżywki w piance Pantene - zaaplikowałam na włosy i ok. 3 minuty po wchłonięciu zmyłam,
- końcówki zabezpieczyłam olejowym serum Elseve.

Hm... efekt pozostawił u mnie mieszane uczucia. Włosy wydawały mi się zbyt lekkie, ale za to ładnie się falowały. Jeszcze mam pomysł aby wykorzystać piankę jako odżywkę b/s i do ugniatania loków :). Zobaczymy przy następnej okazji.


























Jak tam Wasze niedziele? :)



piątek, 23 października 2015

Cudowne wygrane z ostatniego tygodnia!

Jeśli przejrzycie mój pasek boczny to pewnie od razu rzuci się Wam w oczy, że jestem ogromną fanką rozdań :). Przez ostatnie dni byłam autentycznym szczęśliwcem! W ciągu tygodnia udało mi się wygrać 3 rozdania... I to na prawdę cudowne rozdania!! Chciałabym Wam pokazać co i u kogo zgarnęłam ;).

1. Pierwszą nagrodą z konkursu jestem bez wątpienia oczarowana najbardziej :). I chyba nikt nie będzie mi się dziwił. Udało mi się wygrać bon o wartości 40 zł na zakupy na http://www.pszczeladolinka.pl/. Wszystko dzięki Kamili z bloga http://www.bykamila-jk.pl/. Dziękuję z całego serca!

Mydełka pachną OBŁĘDNIE!

















Środkowe pachnie tak pięknie waniliową owsianką, że instynkt żarłoka kazał mi przejechać po nim językiem :D. Zapewniam, że nie jest takie smaczne jak pachnie :P.

Każde z nich oczywiście doczeka się po czasie recenzji :).


2. Kolejna wygrana to znowu "dar z nieba" :D. Dwa kosmetyki o których testowaniu marzyłam wpadły w moje ręce! Dziękuję http://piekneidlugie.blogspot.com/!























Ps: Odżywka na pewno nie będzie moim zapachowym faworytem haha :D. Zobaczymy czy będzie działać :).


3. Trzecia wygrana to mini odżywka z Pantene :). Dziękuję http://eulallia2013.blogspot.com/. Niestety nie udało się zostać jedną z 1000 testerek Pantene, a i tak będę miała możliwość sprawdzić jej działanie :D.
























Dziękuję, że jesteście kochani ;*!

czwartek, 22 października 2015

Gdy kosmetyk się nie sprawdza... Alternatywne zastosowanie wybranych kosmetyków.





Cześć! 
Czasami nasze szafki zalegają stertą kosmetyków, które "mniej lubimy" bądź wcale się nie sprawdzają i nie wiemy co z nimi zrobić, a data ważności nie ubłagalnie biegnie ku końcowi.

Pierwsze dwa zastosowania będą oderwane od reszty i nie dotyczą żadnego konkretnego kosmetyku :).

1. Po pierwsze można dać kosmetyki komuś bliskiemu - mamie, siostrze, babci, koleżance :) - jeśli ktoś nie lubi niepotrzebnego chomikowania zawsze może sprawić komuś radość.

2. Po drugie - zorganizować rozdanie na blogu! Jeśli macie oczywiście bloga;). Nie jestem absolutnie przeciwko robieniu rozdań, w których do wygrania są używane kosmetyki (no chyba, że jest to szminka :P). Jaki Wy macie na to pogląd? Ostatnio na jednym blogu widziałam jak dziewczynie ktoś ubliżał z anonima, że powinna się wstydzić organizowania konkursu z używanymi nagrodami... Szkoda słów.

To teraz konkretnie.

1. OLEJ. Jeśli olej nie spasował nam do włosów solo, mamy tutaj wielki wachlarz możliwości:
- Olejek do ciała,
- do twarzy
- do relaksującej kąpieli
- do masażu,
- do demakijażu,
- do używania jako dodatek do maski do włosów,
- do celów spożywczych (jednak trzeba sprawdzić czy do tego się nadaje),
- do golenia,
- z olejów można wykonywać także ciekawą bazę do peelingu np. kawowego (moja ulubiona proporcja: 1 łyżka oleju : 1 łyżeczka kawy)

2. ODŻYWKA/MASKA:
- do mycia włosów,
- jako baza pod olej (olejowanie na odżywkę),
- do golenia,
- jako balsam pod prysznic (używałam tak czasami masek nawilżających, lub olejowych i byłam bardzo zadowolona z miękkości ciała :) - miziamy ciało nielubianą odżywką/maską  i spłukujemy),
- gdy odżywka/maska się nie sprawdza to nie oznacza, że trzeba ją włosowo przekreślić ;) - zawsze możemy pokombinować z półproduktami, olejami, lub z mieszaniem z innym produktem do włosów,
- jako płyn do płukania tkanin.

3. SZAMPON/ŻEL DO MYCIA CIAŁA:
- może być płynem do kąpieli w wannie ;),
- może też stać się mydłem,
- do golenia,
- do ręcznego prania,
- do mycia pędzli,
- do mycia podłóg w domu (patent z pierwszego roku studiów, gdy nie było czym syfku umyć :D),
- szampon może stać się żelem do mycia ciała.

4. SERUM NA WŁOSY:
- zmieszanie z olejem do olejowania włosów,
- zmiękczające serum do rąk i stóp,
- dodatek do maski/odżywki.

5. PASTA DO ZĘBÓW:
- czyszczenie srebra,
- punktowe stosowanie na wypryski,
- na opryszczkę (ziołowe pasty najlepiej łagodzą swędzenie i uczucie "pulsowania").

6. KREM DO TWARZY:
- balsam do ciała,
- sprawdza się także w pielęgnacji stóp,
- kremowanie włosów (alternatywa olejowania)
- potraktowanie w małej ilości suchych włosów kremem sprawia, że stają się zdyscyplinowane (czytamy czy w składzie nie ma potencjalnego wysuszacza!) - dobry trik na zimę, szczególnie jeśli w składzie jest parafina,
- krem do rąk.

7. PERFUM LUB MGIEŁKA
- odświeżacz powietrza,
- mgiełka dobrze się sprawdza w roli zapaszku dla pościeli :).

8. BALSAM DO CIAŁA:
- jeśli ma ciekawy skład możemy użyć go do kremowania włosów (alternatywa olejowania),
- do wygładzania niesfornych końcówek włosów (w małej ilości, sprawdzamy skład!)

9. LAKIER DO PAZNOKCI:
- chyba każdej z nas znany sposób na oczka w rajstopach :),
- do pomalowania kluczy na różne kolory :) - aby się nie mylić jeśli mamy ich dużo (sama swoje klucze pomalowałam na odmienne kolory i już się nie mylę).


To tyle :). Właśnie w tych obszarach trafiam na najwięcej bubbli :). Eyeliner, tusz, podkład to produkty wśród których mam swoje perełki i nigdy ich nie zmieniam, więc nie znane są mi ich alternatywne zastosowania.


Macie jakieś fajne patenty do powyższych kosmetyków, których nie wymieniłam? Chętnie poczytam Wasze pomysły!
Buziaki! ;*

środa, 21 października 2015

Bania Agafii - maska dziegciowa oczyszczająca.























Maska dziegciowa Agafii... To chyba jedna z legendarnych masek - cudów (do takiego wniosku można dojść po przegrzebaniu internetu). Dbanie o twarz jest u mnie czymś, co ledwo raczkuje ale się staram.
Jako, że mam ogromną skłonność do zaskórników, postanowiłam sprawdzić działanie tej maski. Dla takich osób też jest głównie dedykowana. Ma zwężać pory, oczyszczać, łagodzić przebarwienia i ogólnie być cudem.

Czy się nim okazała?

Zaczynamy od składu:
Aqua, Dicaprylyl Ether, Butirospermum Parkii (Shea Butter), Organic Salvia Officinalis Leaf Extract, Mel, Rapa Salt, Pix Liquida Betula, Kaolin, Glyceryl Stearate, Organic Borago Officinalis Oil, Cetearyl Alcohol, Sorbitane Stearate, Sodium Cetearyl Sulfate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Citric Acid.

Na drugim miejscu w składzie znajduje się emolient, który tworzy film na twarzy, dalej z ciekawszych składników mamy: masło shea, ekstrakt z szałwii lekarskiej, miód z mleczkiem pszczelim, dziegieć brzozowy, kaolin - czyli glinka pochłaniająca nadmiar sebum, olej z ogórecznika lekarskiego. 

Nie lubię saszetkowych opakowań Agafii, choć wyglądają bardzo ładnie. Ciężko wyciska się produkt przez sztywny otwór, który dodatkowo usztywnia jeszcze wstawka przy końcówce. Efekt jest taki, że albo odcinam opakowanie na koniec, albo na początku przelewam produkt do innego opakowania.

Aplikacja jest dość przyjemna, maskę łatwo rozprowadza się po twarzy. Konsystencją przypomina mi... pasztet ;). Wydajność jednak jest średnia, ponieważ trzeba zużyć dość dużo produktu aby pokryć całą twarz. Maska na twarzy jest biała, zasycha i daje uczucie ściągnięcia. Cena waha się w granicach 3-6 zł. 














Zapach szczerze mówiąc po otwarciu opakowania nie spodobał mi się. Mam co do niego mieszane uczucia... Raz mi pachnie, a raz wyczuwam w nim "nutkę czegoś dziwnego, czego mój nos nie potrafi odpowiednio zakwalifikować". Zapach staje się mega przyjemny dopiero po zmyciu maski z twarzy. Utrzymuje się na niej i wyczuwam go przez kilka kolejnych godzin. 

Producent zaleca trzymanie maski do 10 min i zmycie jej ciepłą wodą. Zabieg mamy powtarzać 2x w tygodniu.

Podejście pierwsze: potrzymałam maskę 10 minut, jak zalecił producent. Zmyłam i jaki efekt? Brak jakiegokolwiek... Tylko ten przyjemny zapach przez kilka godzin. 

Podejście drugie: Postanowiłam przetrzymać maskę dłużej. Niestety z każdą minutą po przekroczeniu magicznej granicy 10 zaczęłam odczuwać okropne ściągnięcie, takie jakby miała mi popękać twarz. Szybko zmyłam maskę (nie wiem może dotarłam do 15 minut). I znowu brak jakiegokolwiek efektu...

Twarz po masce pozostaje jedynie pachnąca, może delikatnie odświeżona (tak samo jak przy zwykłym umyciu twarzy). Nie ogranicza też przetłuszczania w strefie T. Po prostu nic u mnie nie robi.

Spodziewałam się dobrego efektu ale niestety - rozczarowałam się. Nie kupię jej ponownie.


DZIĘKUJĘ WAM ZA 100 OBSERWACJI!!! Jesteście dla mnie motywacją! Obiecuję z tej okazji zorganizować specjalne rozdanie w listopadzie! :) Bacznie obserwujcie.

wtorek, 20 października 2015

Odżywka cedrowa Planeta Organica - las we włosach :)

Cześć! :)

Dzisiaj recenzja kolejnego kosmetyku, który gości na mojej półce.

Odżywka cedrowa Planeta Organica







































Dedykowana jest osobom o cienkich, osłabionych, suchych włosach. Dodatkowo działa kojąco na skórę głowy.

Skład: Aqua, Cedrus Deodara Wood Oil, Dicocoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Arcticum Lappa Seed Oil, Urtica Dioica Extract, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cellulose Gum, Parfum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid. 

Do ciekawszych składników na pewno należą: tytułowy olejek cedrowy i olej z łopianu większego. Występuje tutaj również benzyl alcohol pełniący rolę konserwantu. 
Opakowanie to plastikowa, dość twarda butelka, jednak wydobywanie kosmetyku ze środka nie jest ani trochę trudne. Odżywkę wylewa się przez otwór typu "dziubek". Jej pojemność to 360 ml, a cena waha się od 11 zł w górę. Dostępna stacjonarnie w zielarniach, sklepach z naturalnymi kosmetykami, zdarza widzieć mi się ją nawet w sklepach z ekologiczną żywnością. Jeśli ktoś nie ma dostępu do tego typu miejsc to polecam kupienie na triny.pl, gdzie cena często waha się w granicach 11 - 13 zł :).

Zapach odżywki jest cudowny! Oczywiście jeśli ktoś lubi zapach lasu iglastego (ale przyznam, że początkowe skojarzenie to... kostka do kibla! :D). Można wyczuć nutkę żywicy. Po umyciu jest lekko wyczuwalny na włosach, jednak po czasie jest wyczuwalny dość wyraźnie - pachnie jeszcze ładniej niż przy aplikacji :). Dzięki dość zbitej konsystencji produkt jest bardzo wydajny. Odżywka ma ładny, lekko zielony kolor.

Jak podziałała na mnie? Na początku gdy włosy dosychały miałam przeczucie, że odżywka jest bubblem - czułam lekką szorstkość i miałam wrażenie, że zaraz się napuszę (efekt podobny jak przy mlecznej płukance). Gdy włosy wyschły całkowicie i wygładziłam je olejowym serum nie mogłam wyjść z zachwytu. Stały się błyszczące, dociążone sypkie miękkie. Efekt potęgował się z godziny na godzinę! Włosy były intensywnie wygładzone, nawilżone - a mimo tego nie straciły za wiele objętości. 


 POJEDYNCZE WŁOSKI ZBIJAŁY SIĘ W SPIRALKI ;) PATRZCIE:






Odżywka sprawdziła się u mnie tak samo dobrze jak jej rokitnikowa siostra :).  

PS; Jest już Was 95! Bardzo dziękuję <3. Jeśli dobijemy do 100 to na pewno będę winna Wam kolejne rozdanie :). Już zbieram pieniążki! Więc bacznie obserwujcie :).

niedziela, 18 października 2015

NDW (10) - są i loczki ;)

No to właśnie stuknęła mi dwucyfrowa niedziela dla włosów :D. Tym razem wyczarowałam loki - jeśli ktoś się za nimi stęsknił. Taaak, dała sobie adres bloga kręconowłosa, a teraz włosów nie kręci:D.














- W skórę głowy wtarłam serum łopianowe Elfa Pharm,
- na suche włosy nałożyłam balsam na cedrowym propolisie,
- na balsam położyłam olej sezamowy (3 h)
- długość umyłam Kallosem Omega, a skalp szamponem Szwarzkopf,
- nałożyłam na 20 minut odżywkę Planeta Organica z masłem mango
- spłukałam odżywkę, ugniotłam włosy na żelu lnianym,
- po wyschnięciu zabezpieczyłam końcówki serum Elseve.

I efekt końcowy:
























Włosy może i wyglądają dobrze, ale niestety były nieprzyjemne w dotyku :(.
A Wam udało się zakończyć niedzielę dla włosów sukcesem, czy macie bad hair day? ;)

czwartek, 15 października 2015

Płukana z jabłek















Chyba zostanę wiedźmą. Albo dostanę szlaban na wchodzenie do kuchni... Ostatnio nic nie potrafię zmarnować, na każdy składnik mam jakiś dziwny pomysł.
Tym razem ofiarą mojej pomysłowości padły... jabłka. Kroiłam plasterki do zimowego suszenia, wykroiłam gniazda nasienne i tak sobie myślę... A co, będą się marnować? Robimy płukankę!

Właściwości jabłka:
Posiada kwasy (a więc opcja domknięcia łuski włosa stała się kusząca): cytrynowy i jabłkowy. Więcej informacji jeśli chodzi o włosy nie potrzeba :). Kwasiory interesują mnie najbardziej.

Przygotowanie:
- Kroimy do garnka 2 jabłka, bądź jak komuś szkoda to 4 gniazda nasienne (ogryzki) .Najwięcej witaminy C znajduje się pod skórką jabłek, więc dobrze gdy do przygotowania użyjemy także części ze skórką.
- Gotujemy w czajniku wodę (ok. 0,5l).
- Zalewamy jabłka, przykrywamy pokrywką i odstawiamy aż płukanka się ostudzi.
- Otrzymujemy praktycznie całkowicie bezbarwną płukankę, pachnącą przyjemnie kompotem. 
- Przed użyciem przecedzamy. Włosy najpierw moczymy w płukance, później spłukujemy całą głowę. Oczywiście jak zawsze używamy do ostatniego płukania włosów ;) - czyli po płukance zostawiamy włosy do wyschnięcia.

Efekt: błyszczące i śliskie włosy :) <tym razem jesteście zmuszone uwierzyć na słowo bo nie mam zdjęcia ;), nie zawsze udaje się je zrobić :D<
Efekt jest bardzo podobny jak przy płukance z cytryny. Jednak mam wrażenie, że po jabłkach kolor nie zyskał ocieplenia jak przy cytrynach. Płukanka ta jest moim zdaniem ciekawą alternatywą płukanki z cytryn, jest dla osób które lubią eksperymentować. Ponadto cena cytryn rośnie i rośnie... Więc jeśli komuś szkoda użyć cytryny to może podebrać jabłko z drzewa sąsiada, albo kupić w sklepie taniej niż cytrynę :). 

wtorek, 13 października 2015

Moje włosowe błędy i gafy początków włosomaniactwa.

Błędy, potknięcia - komu się nie zdarzają? Nikt od razu nie staje się ekspertem w każdej dziedzinie i tak naprawdę nikt nigdy wszystkiego nie odkryje :). Doświadczenie zbieramy na bieżąco.

Co dotychczas stanowiło największe błędy w mojej pielęgnacji?
























 (zdjęcie po prawej stronie pojawi się na blogu jeszcze raz, przy okazji recenzji pewnej przyjemnej odżywki ;p)



1. Stosowanie tylko lekkich masek. Takie tylko ułatwią nam rozczesywanie, poprawią wygląd włosa. Niestety nie wniosą nic pozytywnego na dłużej. Tak robiłam na samym początku - moja kolekcja składała się z każdego możliwego Kallosa i na tym koniec ;).

2. Rozczesywanie loków. Bo z początku nie wiedziałam jak się z nimi obchodzić, jak pielęgnować. Może trochę podświadomie nadal z nimi walczyłam ;P.

3. Olejowanie skalpu. Oj trochę czasu zajęło mi żeby się zorientować, że winowajcą mojego nasilającego wypadania był słynny olejek Green Pharmacy z papryką. Sytuacja powtarzała się przy każdym olejku stosowanym na skórę głowy. Teraz już tego nie robię :).
I OCZYWIŚCIE NIE JEST TAK, ŻE ODRADZAM OLEJOWANIA SKÓRY GŁOWY! U niektórych może przynieść świetne efekty!

4. Wiara, że włosomaniactwo uleczy rozdwojone końcówki. To czego żałuję najbardziej - nie podcięłam włosów na początku włosomaniactwa (chodzi mi o parę cm, bo włosy i tak miałam zniszczone na całej długości, więc aby pozbyć się wszystkich zniszczeń to musiałabym ciachać na łyso :P), tylko kilka miesięcy hodowałam niepotrzebnie miotłę, którą ujarzmiałam przy pomocy serum. Może gdyby nie to, to moje włosy były by jeszcze bliżej całkowitego zdrowia.

5. BabyDream i unikanie SLS. O zmoro, zmoro... Nie obrażając fanek tego szamponu :) wiem, że wielu osobom służy. Moje stosowanie raczej wyglądało w sposób "myję się tym bo podobno dobre, SLS niszczy i zabija wszystko wokół, a blogerki używają, to ja też będę!". Co z tego, że włosy wyglądały  po umyciu tak, że mogła spokojnie zagnieździć się w nich kura, do tego dużo szybciej się przetłuszczały.

6. Olej kokosowy. Z tego co wiem, wiele z nas na początku wybiera ten olej :D. Nie wiem dlaczego... może dlatego, że kokos kojarzy się z miłym zapachem? Może dlatego, że jest nam dobrze znany, a nazwa "olej z nasion bawełny" albo "olej z rokitnika" brzmi dziwnie niebezpiecznie? Tak jak wiele z nas wybiera ten olej na samym początku, tak samo wiele z nas od razu się na nim zawodzi. Jako posiadaczka kiedyś wysokoporowatych włosów tak samo się na nim przejechałam i tym samym zwątpiłam w oleje i odstawiłam je na jakiś czas.

7. Olej na pół godziny. Nie wiem skąd mi się to wzięło, czego się bałam w dłuższym stosowaniu. Przekonałam się, że moje włosy bardzo dobrze znoszą nawet całonocne olejowanie :).

8. Maska upychana pod wszystko co możliwe - czepek, ręcznik i trzymana jak najdłużej. Czasem zdarzyło mi się bezsensowne siedzenie z Kallosami pod czepkiem i ręcznikiem przez przeszło godzinę :D. Nie chcę wiedzieć jakie tajemnicze, nowe cywilizacje rozwijały mi się wtedy na głowie. Efektem takich zabiegów było szybkie przetłuszczanie i problemy z domyciem.

9. Nieświadomość składów i strach przed wszystkim co zawiera słowo ALCOHOL. Tak sobie zakodowałam - alkohol to zło :D. Weszłam do drogerii, czytam składy, jestem przerażona. Wszędzie cetyl alcohol, cetearyl alcohol. Obłęd - czego tu używać? W takim przerażeniu, że praktycznie wszędzie są alkohole żyłam przez kilka tygodni. Dopiero później się oczytałam, że jeśli coś ma w nazwie "alcohol" to wcale nie jest cichym zabójcą.

10. Jeśli coś w składzie ma benzyl alcohol, to koniec. Niezależnie czy znajdował się na końcu czy na początku składu to od razu przekreślałam taki kosmetyk. Benzyl alcohol, będąc w składzie na dalszym miejscu pełni rolę konserwantu.

11. Wycinanie zniszczonych końcówek. Jeśli ktoś ma zdrowe włosy i znajdzie jedną lub dwie zniszczone końcówki i je wytnie - tragedii nie ma. Bo po co ścinać 1cm długości dla dwóch rozdwojonych kłaków? Sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy ktoś ma znaczną ilość zniszczonych włosów i zaczyna je wycinać jeden po drugim. Efekt nieestetycznie przerzedzonych włosów gwarantowany.

12.Wszystkie wspomagacze na raz (10 cm w miesiąc bo inaczej oszaleję :D). Komu się nie zdarzyło? Prosty przykład: picie skrzypu i pokrzywy, do tego jakaś wcierka i jeszcze oczywiście suplement no i jeszcze może będę popijać drożdże z siemieniem lnianym?

13. Popadanie w paranoję. Włosy najważniejsze! Dużo na ten temat mówić nie trzeba :) Przykłady z życia "Kochanie leżysz mi na włosach! Będą zniszczone!", "Poczochrałeś mnie! Co ty wyprawiasz?!", "Dzisiaj nigdzie nie wychodzimy, mogłeś mówić wcześniej. Nie zdążę naolejować i umyć włosów!", "Nie dotykaj moich włosów!" itd.
Włosy są dla mnie, a nie ja dla nich.

14. Bloggerki = wyrocznie. Bo przecież kosmetyk, który jest chwalony przez sławne bloggerki X i Y musi być naprawdę świetny! Nie ma opcji żeby mi nie pasował.
Można się sugerować, a nie całkowicie polegać na opiniach :). 

15. Kilkakrotne potraktowanie oleju jak serum :D. Bo cóż to za różnica? To i to tłuste. Tak, tak :) na początku myślałam, że olej i serum to to samo. Zdarzyło mi się  kilka razy namiętnie wetrzeć olej w końcówki, po czym musiałam od razu się myć i nie rozumiałam dlaczego tak jest, że jeden specyfik tłuści włosy, a drugi działa cuda  :D.

A jakie błędy Wy popełniałyście ? :)

niedziela, 11 października 2015

NDW (9) - tak nijako














To jeden z tych dni, w który nie ma kto zrobić mi zdjęcia i znowu muszę ratować się tymi samo - robionymi w lustrze. Ostatnio ich bardzo nie lubię, choć kiedyś korzystałam tylko z takich zdjęć. Absolutnie nie oddają one prawdziwego stanu moich włosów bo wyglądają na nich sztucznie. Ale cóż... Nie miałam tym razem wyboru :).

Jestem średnio zadowolona z mojej niedzieli dla włosów. Włosy wyglądają tak nijako.

- Na suche włosy nałożyłam kurację arganową z Isany,
- na odżywkę położyłam olej dla dzieci BabyDream (1h)
- długość umyłam balsamem na kwiatowym propolisie, a skórę głowy fioletowym szamponem z Joanny (następnie lekko "głaskałam" długość powstałą pianą),
- na koniec nałożyłam odżywkę Agafii "blask i elastyczność" zmieszaną z łyżeczką oleju z nasion bawełny,
- końcówki zabezpieczyłam olejowym serum Elseve (wiedziałam, że czegoś zapomniałam na zdjęciu :P)

I marne efekty:























Pasemkowana długość rośnie w siłę! :D Chcę się pozbyć farbowanego dołu.

sobota, 10 października 2015

Płukanka z kwiatów lawendy






































Piękne fioletowe kwiaty, cudowny zapach :)... Sezon kwitnięcia lawendy dobiega końca, zaczyna usychać. To dobry moment aby nazrywać trochę kwiatów i zrobić płukankę (jak ktoś nie ma to można kupić w sklepach zielarskich bądź w aptece).

Płukanka z lawendy posiada właściwości bakteriobójcze, regulujące pracę gruczołów łojowych.

Przygotowanie:
- Suche kwiaty lawendy kładę na dnie naczynia bądź słoika (ok. 2 łyżek),
- zalewam je ok 500 ml (2 szklanki) wrzącej wody,
- przykrywam i odstawiam na bok do czasu, aż płukanka wystygnie.

Otrzymujemy intensywnie pachnący napar w lekko żółtym kolorze, który z czasem zmienia kolor w bardziej brązowo-rudawy.




Efekty: W internecie można dużo przeczytać na temat tego, że płukanka przesusza końcówki włosów. Tak też stało się u mnie za pierwszym podejściem - włosy mimo prób natłuszczenia i nawilżenia pozostawały suche, szorstkie w dotyku. Za drugim razem użyłam jej tylko na skórę głowy i tutaj płukanka okazała się być bardzo efektowna. Włosy były odbite od nasady, wyraźnie odświeżone, czułam przyjemne ukojenie. Nie swędziała mnie skóra głowy (a mam to często).

Lubicie lawendę? :)

czwartek, 8 października 2015

Odżywka Garnier Fructis Vitamin Force Hydra







































W końcu udało mi się zużyć odżywkowego bubbla, którego kupiłam pod wpływem kliku dobrych opinii. Głównie odżywkę kładłam pod olej, ale ostatnie zastosowanie zostawiłam dla Was, aby pokazać jej marne działanie na mojej głowie :).

Skład: Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Elaeis Guineensis Oil/Palm Oil, Behentrimonium Chloride, Niacinamide, Cocos Nucifera Oil/Coconut Oil, Saccharum Officinarum Extract/Sugar Cane Extract, Tocopherol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Chlorhexidine Digluconate, Calcium Pantothenate, Limonene, Camellia Sinensis Leaf Extract, Linalool, Cinnamyl Alcohol, Isopropyl Alcohol, Pyrus Malus Extract/Apple Fruit Extract, Pyridoxine HCl, Passiflora Edulis Fruit Juice, Bisabolol, Citric Acid, Citronellol, Citrus Medica Limonum Peel Extract/Lemon Peel Extract, Glycerin, Parfum/Fragrance 

Odżywka jest typowo emolientowa - wysoko w składzie znajduje się wiele olejków, w tym olej kokosowy. 

OPINIA
Odżywka na pierwszy rzut oka ma bardzo poręczne opakowanie. Niestety jej konsystencja jest dość lejąca i przy otwieraniu "dnem w dół" sama zaczyna uciekać z opakowania. Przez lejącą konsystencję jest dość mało wydajna. Zapach jest przyjemny - typowy dla linii Fructis - wyczuwalne są cytrusy. Utrzymuje się na włosach. Produkt można znaleźć w drogeriach i nie tylko - jest raczej łatwo dostępny. Cena waha się w granicach od 5 zł w górę - a więc nie jest wygórowana. 

Działanie: Może to wszystko przez olej kokosowy dość wysoko w składzie, którego moje włosy nie trawią od początku? Sama nie wiem. Odżywka robi z moich włosów średniowieczny stos siana. Kręciołki są biedne, szorstkie w dotyku i jednocześnie wyglądają nie świeżo. Na długości baby hair i połamane włoski odstają, prawie jak jakby były naelektryzowane. Nawet próby dociążania odżywką b/s nic nie dają.
Bez owijania w bawełnę - moje włosy po tej odżywce są po prostu... brzydkie.

Dowody zbrodni:




 

































Szczerze mówiąc jeszcze nie trafiłam na nic dobrego z linii Fructis. 
A Wy lubicie coś z Fructisów?

wtorek, 6 października 2015

Płukanka z mleka














Moje pierwotne założenie było takie, by publikować posty co dwa dni. Nie mogę się już powstrzymać przed codziennym publikowaniem! Musiałabym trochę przystopować bo boję się, że zabraknie mi pomysłów na posty ;). Zwiążę sobie ręce :D.

Z proteinami moje włosy lubią się średnio, co nie oznacza że wcale ich nie potrzebują. Na wystarczająco dobre maski czy odżywki proteinowe nie trafiam zbyt często, dlatego podarowałam sobie ich kupowanie. Dlatego szukam innych metod dostarczenia włosom protein.

Przypomniało mi się ostatnio, że dość dobrze tolerowałam w produktach proteiny mleczne. Idąc tą drogą postanowiłam spróbować użyć do ostatniego płukania włosów mleka :). Co z tego wyszło?

WŁAŚCIWOŚCI MLEKA: Mleko zawiera kwasów tłuszczowych i witamin. Użyte na włosy sprawia, że stają się wygładzone, nawilżone, wzmocnione, a także pełne blasku.

PRZYGOTOWANIE:
- Do miski wlewam 2 szklanki wody,
- dolewam do niej niecałe pół szklanki mleka,
- mieszam.

Nic prostszego :). Oczywiście najlepiej, gdy płukanka nie jest ani zbyt zimna, ani ciepła. Najlepsza jest chłodna.

EFEKTY
W sposób opisany wyżej przygotowałam płukankę. Spłukałam nią włosy, trochę w niej je pomoczyłam, odsączyłam i rozczesałam. Przyznam, że to było coś strasznego. Myślałam już o najgorszym: użyłam zbyt dużej ilości mleka... Przeproteinowałam? Włosy były podczas schnięcia mocno sztywne, szorstkie w dotyku, trudne do rozdzielenia, proste.
Po wyschnięciu i wtarciu serum zaczęło dziać się coś... Magicznego? Włosy wraz z upływem czasu nabierały coraz większej sypkości, blasku, a także objętości. Były widocznie rozprostowane ale przy takim efekcie zupełnie mi to nie przeszkadzało. Musiałam je uwiecznić :)








































Spróbowałybyście ? :)

poniedziałek, 5 października 2015

Czas na testowanie: Serum łopianowe elfa pharm przeciw wypadaniu włosów z aktywatorem wzrostu

Włosy moje... rośnijcie. Jeśli ktoś mnie śledzi to chyba już zwrócił uwagę na to, że moje włosy dopadła długość biologiczna i jestem tego pewna. Nigdy w życiu (nawet jako dziecko) nie miałam dłuższych włosów niż mam teraz. Stoją w miejscu (i nie jest to spowodowane kruszeniem, czy częstym podcinaniem). Szukam specyfiku, który poruszy mój przyrost (maść końska dała 4cm w jeden miesiąc, a później stałam się na nią odporna...).
Oprócz przyspieszenia przyrostu, chciałabym zapobiec jesiennemu wypadaniu. Ostatnio zauważyłam, że trochę się nasiliło.

Kupiłam w Rossmannie za 13 zł serum łopianowe z Elfa Pharm. Wśród internautek można znaleźć podzielone opinie na temat tego specyfiku, a już całkiem okropne opinie ma na wizażu (nie sugeruję się tamtejszymi opiniami... tylko ja mam wrażenie, że WIZAŻ jest pełen osób, które piszą recenzje po jednym zastosowaniu? Byle by podbić sobie liczbę recenzji? Albo po prostu piszą tam osoby, które nie mają o niczym zielonego pojęcia? Taka jest moja opinia, więc tę stronę omijam ostatnimi czasy szerokim łukiem. Wolę poczytać opinie blogerek, albo sprawdzić działanie sama).






















OPIS ZE STRONY PRODUCENTA:

Olejowy ekstrakt łopianowy wchodzący w skład Serum łopianowego wzbogacono cennymi, biologicznie aktywnymi składnikami. Pozyskano je z korzenia łopianu większego nowoczesną, ale naturalną metodą ekstrakcji, przyjazną dla człowieka i środowiska, z użyciem naturalnego rozpuszczalnika jakim jest CO2 w warunkach nadkrytycznych. Pozwala to pozyskać maksymalną ilość substancji aktywnych przy pełnym zachowaniu ich korzystnych cech.
Aktywne składniki Serum łopianowego przenikają do skóry głowy i odżywiają korzenie włosów, dzięki czemu poprawiają ich funkcje. W trakcie regularnego stosowania serum zmniejsza się wypadanie włosów i poprawia się wzrost nowych włosów, następuje odbudowa struktury keratynowej. Włosy stają się mocniejsze, bardziej gęste i pełne blasku.

Pojemność: 100 ml

Sposób użycia: Nanieść 3-4 razy w tygodniu na wilgotne lub suche włosy, wetrzeć masując w skórę głowy. Nie zmywać. Po zastosowaniu można używać preparatów do układania włosów i sprzętu do suszenia. Okres kuracji - 2 miesiące.

żródło


Jestem naprawdę ciekawa, jak podziała na mnie to serum :). Pierwszą aplikację uważam za udaną (bez przetłuszczenia skóry głowy). Szczegółową opinią podzielę się mam nadzieję już po miesiącu.

Znacie? Miałyście? :)

niedziela, 4 października 2015

NDW (8)

Każda niedziela dla włosów odlicza "mini rocznice" mojego bloga :). Tak, już jestem tutaj 8 tygodni, bardzo szybko leci czas :). Jestem zabiegana, powrót na studia, wyprowadzka. Ach, to już ostatni rok i chyba będę trochę za tym tęsknić. Uwielbiam Katowice, spacery do Doliny Trzech Stawów. Moje tripy rozpoczynam już dziś :D.















Dzisiaj jestem bardzo zadowolona :).
- Naolejowałam włosy olejem sezamowym na ok. 4 godziny,
- umyłam włosy nowym, przyjemnym szamponem z Szwarzkopf (dla przetłuszczającej się skóry głowy i suchych włosów na końcach) metodą kubeczkową,
- na 30 minut nałożyłam pod czepek balsam "królewskie jagody" zmieszany z 5 kroplami mleczka pszczelego,
- spłukałam włosy chłodną wodą i zabezpieczyłam olejowym serum Elseve.

Co myślicie? :)



sobota, 3 października 2015

Jeszcze jedno Liebster Blog Award, ale bez nominacji :)

Lubię odpowiadać na pytania :D. Ale nie mam już za bardzo kogo nominować :). Więc odpowiem bo to fajna okazja, by troszkę lepiej mnie poznać :).
Dziękuję za nominację, Paulina (albo Paulino :D?)





1.Za co lubisz jesień?
Ostatnio to pytanie padło w wielu blogowych konkursach :). Jesień wprost uwielbiam! Kocham przybrany w złote kolory świat, kocham chłodne wieczory spędzone przy kawie, czy przy rozgrzewających herbatach. Jest to moim zdaniem pora roku, która ma najbardziej uroczy klimat :).

  2.Jaki masz sposób na umilenie długich jesiennych wieczorów?
Rozmowa z ukochanym przez telefon, dłuuuuga! Siedząc do tego na parapecie, opierając się o kaloryfer grzejący tyłek i stópki :D. 
  3.Najlepsza lektura na jesienny wieczór to..
Nie czytam! Nie znoszę :D. Wolę spacer, pograć w coś. Czytanie to dla mnie udręka i jeśli już zacznę coś czytać, nawet jeśli mnie wciągnie to pomijam strony, rozdziały i ostatecznie nie doczytuję. 
  4.Jakim kolorem mogłabyś opisać siebie?
Delikatny fiolet - niewinność i tajemniczość w jednym :). Prawdziwą mnie zna tylko jedna osoba. 
 
5.Co skłoniło Cię do pisania bloga?
Chęć podzielenia się moimi kosmetycznymi przeżyciami, pokazania swoich włosów, swoich zainteresowań. Chciałam po prostu móc gdzieś wszystko zebrać.
 
6.Co najczęściej wywołuje radość na Twojej twarzy?

 Kurier z paczką kosmetyków :D i pojawienie się pod moim domem czerwonego auta, najlepiej niespodziewanie :)  >mój mężczyzna!<
 
7.Kawa czy herbata?

Zdecydowanie kawa! Ale nigdy nie czarna! Wbrew mojemu nickowi :). Kawa dla mnie musi mieć solidną dawkę mleka :D. Przeważnie proporcja 1:1, bo mam w zwyczaju robić kawę z 2-3 łyżeczek. 
 
8.W jaki sposób lubisz spędzać wolny czas?

Włócząc się :). Sklepy bądź jakieś przyjemne dla oka miejsce - stawy, las itd.
 
9.Czym się zajmujesz poza blogowaniem?

Studiuję. I to naprawdę ;) nie jestem "typowym studentem". Wolę posiedzieć w mieszkaniu, pouczyć się. Czasem też gram w Drakensang Online - haha "zajmuję się tym".
 
10.Twoja największa wpadka włosowa.

Wuh :D Wsadziłam włosy do czystego soku z cytryny bo miała rozjaśnić. Nie chcę o tym pamiętać, bo wspomnienie to zmusza mnie do użycia rozjechanej twarzowo minki "xDDDDDD".
 
11.Mam słabość do..

Drogerii... Nie mogę tam wchodzić bez nadzoru drugiej osoby. Często po wyjściu mam kaca moralnego "bo znowu kupiłam pierdoły". Jeszcze mam słabość do błyskotek (kolczyki, pierścionki).  


Podobają mi się te nominacje :). Ale dalej ich nie puszczam, wystarczyło raz :D  








piątek, 2 października 2015

Maska Natura Siberica Loves Estonia - ekstrakt z maliny moroszki i chabru




Przedstawiam Wam maskę, której używam z uśmiechem na twarzy, a serce płacze że to edycja limitowana. Maska jest tak cudowna, że żałuję że nie mam szamponu :(.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetyl Esters, Cyclopentasiloxane, Bis-Cetearyl Amodimethicone, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Phospholipids, Glycine Soja Oil, Glycolipids, Glycine Soja Sterols,  Lauryl Glucoside, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Dimethiconol, Silk Amino Acids, Cetrimonium Bromide, Centaurea Cyanus Flower Water*, Glycerin, Rubus Chamaemorus Fruit Extract, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool. (skopiowany z triny.pl)

Opisując trochę skład po ludzku: Skład maski jest bardzo emolientowy - już na początku znajdują się trzy. Później znajdziemy w niej lekki, zmywalny wodą silikon oraz substancje kondycjonujące włosy, zapobiegające elektryzowaniu. Znajdziemy też tutaj olej sojowy, dość daleko tytułowy hydrolat z chabra, ekstrakt z maliny moroszki (po benzyl alcohol!).
Według mnie skład nie powala. Ale jak na to maska działa zaskakująco dobrze!


Cena maski to ok. 20 zł za 200 ml. Opakowanie wygląda wyjątkowo uroczo :) - szczególnie podobają mi się małe czarne ptaszki. Nie zauważyłam żadnych problemów z wydobywaniem produktu z tubki. Po zapachu spodziewałam się czegoś słodkiego, mocno malinowego. Jednak tak nie jest :) - wyczuwalna jest lekka nutka maliny, ale zapach nie bardzo się do niej ma. Mimo tego jest bardzo przyjemny, świeży i orzeźwiający. Utrzymuje się na włosach! Chwała za to.

Konsystencja jest kremowa, delikatna, maskę dobrze rozprowadza się po włosach. Rzutuje to pozytywnie na wydajność. 

DZIAŁANIE: Po pierwsze już przy zmywaniu można wyczuć cudowną gładkość. Włosy łatwo się rozczesują, grzebień wchodzi jak w nóż w masło. Po wyschnięciu włosy są gładkie, ujarzmione, pachnące, nawilżone i co najważniejsze - nawilżenie utrzymuje się długo i włosy wraz z upływem czasu nie stają się suche. Końcówki od początku są ujarzmione i nie trzeba dodatkowego wspomagania się odżywką bez spłukiwania. Mam również wrażenie, że dzięki hydrolatowi z chabrów, włosy zyskują ładniejszy połysk, a kolor jest pogłębiony.