wtorek, 3 listopada 2015

Szampon L'oreal Silver







































Emocje nadal mnie trzymają po ostatnim weekendzie :)... Stąd też moja mała aktywność - nie odpowiadałam na komentarze, nie komentowałam Waszych postów. Do tego nałożyły mi się jutro dwa kolokwia i egzamin (już........) w poniedziałek. Przeżyję najbliższy tydzień i wszystko wróci do normy.


Jak każda farbowana blondynka chyba wie - chłodny odcień ciężko utrzymać. Używam wszelkich sposobów: płukanek, odżywek, szamponów. Przez moje dłonie przewinęło się już wiele ochładzających szamponów. Niestety nie każdy dawał (wyraźny) efekt ochłodzenia.
Dzisiaj przedstawię Wam szampon, w którym pokładałam nadzieje, a niestety dość mnie rozczarował. Nawet na początku myślałam, że recenzja będzie świetna... Z czasem niestety szampon przestał mi służyć.

Skład:


No cóż... Typowy rypacz:) SLES, sól (proponuję w takiej sytuacji kilka rozwiązań, więc odsyłam do postu, w którym pisałam jak radzę sobie z mocnymi szamponami >klik<).

Wersja którą mam ma pojemność 1,5l - szampon jest także dostępny w mniejszych wersjach. Sama nie pamiętam już ile za niego zapłaciłam, ale wiem jedno. Nie jest ogólnie dostępny. Można zamówić go przez internet, kupić w hurtowni fryzjerskiej albo u fryzjera.  Opakowanie jest z typu, który bardzo lubię - z pompką. Zapach kosmetyku jest nijaki (jak dla mnie) - coś tam można delikatnie wyczuć, jest chemiczny. Szampon ma niebiesko-fioletowy kolor - bardzo intensywny. Jego konsystencja jest mało lejąca, twarda prawie jak maska. Do tego bardzo słabo się pieni (niestety). Trzeba się ratować i rozcieńczać go z wodą, aby nie wylewać hektolitrów. Po chwili gdy się spieni i tak szybko znika z włosów. W efekcie dość szybko się zużywa. Wydajność ocenię jako 6/10. 

Działanie: Po takiej firmie jak L'oreal i w dodatku po linii "professionnel" spodziewałam się cudów. Producent obiecuje ochłodzenie (jest delikatne ale jak dla mnie niezbyt widoczne, do tego efekt utrzymuje się tylko wtedy, gdy myję włosy tym rypaczek) i cudownie gładkie włosy. Od szamponu nigdy nie oczekuję jakiegoś mega odżywienia, bo od tego jest odżywka. Jednak oczekuję tego, że włosy nie będą przypominały stogu siana i mimo tego, że są mokre nie będą suche w dotyku. Niestety taki przesusz zafundował mi ten produkt. Szampon dobrze oczyszcza włosy, skórę głowy. Warunkiem koniecznym po użyciu szamponu jest zaaplikowanie mocnej maski, najlepiej emolientowo-humektantowej. 
Można sobie z nim poradzić. Miłości między nami nie ma, ale nienawiści też. W połączeniu z żelem lnianym lub mleczanem sodu szampon jest dość znośny. Solo.. no niestety :). Do tego znalazłam o niebo lepszy ochładzający szampon, który nie plącze włosów :). Ale o tym kiedy indziej.


Całuję wszystkich! ;* Dziękuję, że jesteście! 
Obiecuję, że jak wszystko ogarnę to wrócę pełną parą i nie będę taka cicha :). 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

* Dziękuję za każdy komentarz! Jeśli mam czas, staram się odwdzięczać :)
*Klikam w linki!
* Nie obrażam się, jeśli ktoś proponuje obserwację za obserwację :). Jeśli mnie obserwujesz, poinformuj mnie o tym i podaj adres bloga! :)