niedziela, 28 lutego 2016

Niedziela dla włosów (29)


Pisząc ten wpis od razu widzę, że jak zawsze zapomniałam coś sfotografować :-)... To już chyba stało się  u mnie normą.
Jak dopieszczałam się wczoraj?


Olejowanie: chyba z pół dnia przesiedziałam z kokosem na głowie :).
Mycie: Skóra głowy Tołpą odbudowującą, długość Kallosem Color.
Odżywianie: mix olejowej Isany z chabrową maską Natura Siberica + pół łyżeczki oleju z pestek moreli + 5 kropel mleczka pszczelego (30 min pod czepkiem).
Zabezpieczanie: serum Elseve.
Stylizacja: łóżko... -.-




Włosy są niesamowicie nawilżone, miękkie, gładkie - wpadam w samozachwyt :-). Chociaż ułożone nie najlepiej ;). 

Jak tam wasze niedziele?

piątek, 26 lutego 2016

Biolove - 100% naturalny, malinowy peeling do dłoni (i nie tylko?)


Peelingowanie to kolejny zabieg, który wykonuję naprawdę sporadycznie... Jak o włosy bardzo lubię dbać, tak o resztę praktycznie wcale. Jednak dzisiejszy bohater tak bardzo mnie uwiódł, że chciałabym aby się nie kończył :-). Opisywany peelilng wygrałam u Julie Ann ;*.



Skład:



Peeling ma bardzo przyjemny, naturalny skład :-). Opakowanie to odkręcany, plastikowo - metalowy słoiczek. Pojemność wynosi 100 ml. Zapach nie jest chemiczny, lecz przyjemnie - malinowy <3. Zakochałam się w nim! Konsystencja przypomina mi zmieszany z masłem cukier :).



Przy wyższej temperaturze peeling zaczyna się rozpuszczać, więc musimy uważać :).

Działanie:

- DŁONIE: Na początku zastosowałam peeling parę razy do dłoni. Po zmyciu pozostawia tłustą warstwę na dłoniach, nie trzeba więc używać po peelingu kremu. Jednak czasami film mi przeszkadzał. Stąd też postanowiłam używać go do ciała.
- CIAŁO: Peeling przyjemnie drapie :). Lubię to uczucie szczególnie na udach. Pozostawia nawilżoną, lekko natłuszczoną skórę. Tutaj już mi film nie przeszkadzał <3. Skóra zawsze jest niesamowicie gładka i bardzo pachnąca na długo! Uwielbiam ten efekt :).

Ocena: 5/5!

Dziękuję za możliwość przetestowania! :)

wtorek, 23 lutego 2016

Maść końska na porost włosów! Wersja rozgrzewająca od Herbamedicus. Moja opinia, efekty + najczęściej zadawane pytania.



Kto mnie śledzi ten wie, że miałam kiedyś przyjemność stosować maść końską firmy Herbamedicus. Efekty były naprawdę powalające! Jednak po wycofaniu saszetkowych wersji z Rosmanna zaprzestałam stosowania.

Jednak ostatnimi czasy mocno zależy mi na przyroście - chyba jak większości kobiet, które ślub mają na karku i chcą mieć jak najwięcej "materiału" do stworzenia fryzury idealnej ;). Zanim zdecydujemy się na stosowanie maści końskiej na porost powinniśmy wiedzieć kilka rzeczy.


NAJBARDZIEJ NURTUJĄCE PYTANIA DOTYCZĄCE STOSOWANIA MAŚCI KOŃSKIEJ:

1. DLACZEGO AKURAT MAŚĆ HERBAMEDICUS?
O niej właśnie najgłośniej w blogosferze. Przyczynił się temu bogaty skład, który zawiera wiele olejków eterycznych, ekstraktów mających działanie rozgrzewające, przeciwświądowe, bakteriobójcze itd.
Większość dostępnych na rynku maści końskich zawiera wiele niepożądanych substancji, które mogły by mocno zaszkodzić. W herbamedicusie nie znajdziemy samych "świństw".

Co konkretnie zawiera maść:

Cały skład: Aqua, GlycerinSymphytum Officinale Root Extract, Aesculus Hippocastanum Seed ExtractAlcohol denat., CarbomerPhenoxyethanol, EthylhexylglycerinAbies Alba Leaf Oil,CamphorPolysorbate 80Imidazolidinyl UreaMentha Piperita Oil,  Juniperus Communis Fruit OilSodium HydroxideThymus Vulgaris OilArnica Montana Flower ExtractGinkgo Biloba Leaf ExtractScutellaria Baicalensis ExtractEchinacea Purpurea ExtractAgrimonia Eupatoria ExtractCalendula Officinalis Flower ExtractPinus Pumila Twig Leaf OilPolygonum Bistorta Root ExtractCitrus Limon Fruit OilCitrus Grandis Peel OilPinus Mugo Twig OilRosmarinus Officinalis Leaf OilLavendula Angustifolia OilCalluna Vulgaris ExtractCl 16185Ribes Nigrum Fruit Extract Peg-12 DimethiconeChamomilla Recutita Flower Extract,  Limonene, LinaloolCapsicum Frutescens Fruit ExtractCinnamomum Zeylanicum Bark Oil.


2. BOGACTWO SKŁADNIKÓW - PRZEKLEŃSTWO CZY DUŻY PLUS?
Im więcej składników, tym większe ryzyko, że któryś będzie dla nas potencjalnym "podrażnicielem" lub sprawcą wszystkiego złego. Równie duże jest prawdopodobieństwo, że któryś składnik okaże się sprawcą wszystkiego co dobre :). Każdy kto miał możliwość testowania wielu wcierek wie, które działają u niego najlepiej - te o bardzo bogatym składzie, czy te mające krótki, konkretny skład. A może żadne nie dają żadnego rezultatu? Warto wypróbować właściwości maści :).


3. DLACZEGO MAŚĆ KOŃSKA MIAŁABY PRZYSPIESZYĆ PRZYROST, BĄDŹ PRZYCZYNIĆ SIĘ DO WYSYPU NOWYCH WŁOSÓW?
Maść końska zasadniczo ma rozgrzać obolałe mięśnie. Oprócz wielu ekstraktów posiada także alkohol, który ułatwia wnikanie składników w skórę oraz papryczkę chili - która rozgrzewa. Stąd też po aplikacji na skórę można zauważyć, że zaczyna robić się czerwona, lekko napięta, czasami mrowiąca. Jest to efekt poprawienia ukrwienia. Jeśli chcemy aby nasze włosy lepiej rosły, efekt poprawienia ukrwienia jest jak najbardziej pożądany. Im lepsze krążenie krwi w skórze głowy, tym więcej jest w stanie "wyprodukować".

4. CZY KONIECZNE JEST WYKONANIE PRÓBY UCZULENIOWEJ?
TAK! Jestem jedną z osób, które często pomijają ten aspekt. Jeśli jednak chodzi o tak silnie rozgrzewający specyfik nie wyobrażam sobie nawet aby próby nie wykonać! Nigdy nie wiemy, czy któryś ze składników w maści nie wywoła u nas silnej reakcji alergicznej!!


5. JAK WYKONAĆ POPRAWNIE PRÓBĘ UCZULENIOWĄ?
Proponuję wykonanie kliku prób. Jeśli zdecydujemy się na jedną, najlepiej jest zrobić to co najmniej 24 godziny przed rozpoczęciem stosowania na skalp. Maść należy wsmarować w kilka miejsc i obserwować reakcję: udo, przedramię, za uchem. Dodatkowo polecam wsmarowanie niewielkiej ilości w skroń (bo to właśnie w głowę będziemy aplikować maść).
Później obserwujemy reakcję we wszystkich nasmarowanych obszarach. Oczywiście największą uwagę poświęcamy skórze głowy.
Próba udana: Normalną reakcją jest mocne zaczerwienienie wysmarowanych obszarów, Zarumienienie powinno ustąpić po ok. 20 - 40 min. Dodatkowo może pojawić się lekkie mrowienie.
Próba nieudana: gdy w miejscach zaaplikowania pojawia się opuchlizna, krostki, ból, bądź inne niepokojące objawy. Należy wtedy szybko zmyć maść i najlepiej trzymać się od niej z daleka!


6. JAKICH NEGATYWNYCH SKUTKÓW UBOCZNYCH MOGĘ DOZNAĆ PO STOSOWANIU MAŚCI NA SKÓRĘ GŁOWY?
Tak jak przy większości wcierek mogą być to;
- zwiększone wypadanie,
- łupież,
- przetłuszczanie,
- krostki.
W zasadzie objawy mogą być takie same, jak przy każdej źle dobranej wcierce.
Objawy takie mogą pojawić się również w momencie, gdy za długo stosujemy wcierkę - po prostu w chwili przedawkowania. Warto wtedy odstawić ją na ok. miesiąc i spróbować zrobić kolejne podejście.


7. KTO POWINIEN PRZEMYŚLEĆ WIELE RAZY, CZY ABY NA PEWNO WARTO?
Tak na prawdę każdy. Jeśli ktoś jest odważny to na pewno nie będzie się bał spróbować :). Sama próbowałam w ślepo. Odradzam maść końską osobom o wrażliwym skalpie i skłonnościach do alergii czy powstawania krost. Jednak wiele osób - także należących do wrażliwców chwaliło sobie ten specyfik :).


8. GDZIE KUPIĆ MAŚĆ HERBAMEDICUS? 
- Apteki - wersja w saszetce (dobra na początek) i wersja duża,
- Biedronka - wersja duża.
- Internet.


9. JAK NAJLEPIEJ STOSOWAĆ MAŚĆ?
Maść można stosować zarówno solo jak i rozcieńczoną wodą. Na początek polecam rozcieńczanie (ułatwia to aplikację i nie przyzwyczajamy skóry od razu do mocnej dawki). Zazwyczaj mieszam maść w następujących proporcjach: 1 łyżeczka maści + 4 łyżeczki wody. Jeśli jednak po czasie uznamy, że trzeba nam większego "kopa" to możemy stosować maść solo :). Tę, która została rozcieńczona najlepiej przechowywać w buteleczce po serum do włosów.
Optymalnie maść należy wcierać co 2 dni (najlepiej na co najmniej 30 minut przed myciem).


10. JAKICH EFEKTÓW POZYTYWNYCH MOGĘ SIĘ SPODZIEWAĆ PO STOSOWANIU MAŚCI?
- Zmniejszenie wypadania do minimum,
- mocno przyspieszony przyrost (blogerki, którym maść mocno posłużyła piszą zazwyczaj od 2 do (5!) cm w ciągu miesiąca!!!),
- ograniczenie przetłuszczania,
- wysyp baby hair'ów,
- zwalczenie łupieżu,
- ukojenie skalpu!


11. JAK DŁUGO STOSOWAĆ MAŚĆ?
Aby nie przyzwyczaić naszej skóry głowy najlepiej stosować maść przez około 1 miesiąc. Później warto zrobić co najmniej miesięczną przerwę.
Dlaczego tylko miesiąc? Maść jest silniejsza niż większość dostępnych na rynku wcierek. Nie przyzwyczajajmy skóry głowy do dosłownie końskiej dawki, jeśli chcemy za każdym razem otrzymywać podobnie dobry efekt :-).


Przepraszam jeśli kogoś postraszyłam :-). Zachęcam i do rozsądku i do odwagi!



Konkrety: MOJE STOSOWANIE

Skład został podany powyżej. Maść znajduje się w odkręcanym słoiczku, który początkowo zabezpieczony jest plastikowym paskiem. Mamy więc pewność, że zobaczyliśmy ją jako pierwsi ;). Jej pojemność to w moim wypadku 300 ml (w tym 50 gratis :D).


Konsystencja maści przypomina na wpół - gotową, czerwoną galaretkę :). Jak poruszamy pojemnikiem to się trzęsie. Zapach przypomina kamforę, jest bardzo świeży, mentolowy. 



Cena maści jest przeróżna. Swoją dorwałam w promocji za 17 zł w Biedronce. W aptekach jej cena może dojść do 29 zł. 

JAK UŻYWAŁAM?
Łyżeczkę maści łączyłam z 4 łyżeczkami wody. Mieszałam i wlewałam w pojemniczek po serum do zabezpieczania końcówek. Wcierałam starannie przed myciem na co najmniej 30 minut (co 2 dni). 
Rozcieńczona maść w pojemniku wygląda mniej więcej tak (w pojemniku znajdują się 2 łyżeczki maści połączone z 8 łyżeczkami wody):


Jednak po ok. tygodniu zdecydowałam się na większego kopa, więc wcierałam maść solo :-). Czułam jeszcze większe rozgrzanie i to mi się podobało.
Maść wcierałam przez miesiąc i 5 dni.


REAKCJA MOJEJ SKÓRY:
Każdorazowo stawała się czerwona, mrowiąca.

ŁUPIEŻ:
Gdy zaczęłam wcierać maść końską solo (bez rozcieńczania wodą) zauważyłam coś niepokojącego. Po podrapaniu się po skalpie zauważyłam DOSŁOWNIE ogromne białe płaty. Myślałam już, że maść końska spowodowała u mnie gigantyczny wysyp łupieżu. Jednak jak się okazało - owe suche płaty to po prostu zaschnięte kawałki maści, które znikały od razu po umyciu włosów :D. Ostatecznie maść końska zredukowała mój łupież do praktycznego minimum - a jak wiecie zmagam się z nim już dość długo :).

PRZETŁUSZCZANIE SKÓRY GŁOWY:
Dzięki wcieraniu maści końskiej mogłam spokojnie nie myć włosów przez 2 dni po umyciu :). Skóra również nie wydzielała typowego "tłuszczykowego zapachu". 

WYPADANIE WŁOSÓW:
Włosy nie wypadają praktycznie "wcale". Przykład: właśnie przeczesałam włosy palcami - na ręce nie został ani jeden włosy. Zrobiłam to jeszcze 5 razy i nadal nie wypadł mi ANI JEDEN WŁOS :)! Podczas mycia/czesania po myciu mało kiedy się zdarza, żebym straciła więcej niż 20 włosów (poglądowo, nie liczę tego oczywiście :P). Jednak ilość wypadających włosów jest znikoma. 

BABY HAIR:
Zawiązanie koczka na czubku głowy jest wyczynem :). Wszędzie latają mi baby hair (głównie te po wodzie brzozowej Isany, jednak po maści końskiej mocno podrosły i są na etapie irytującej, odstającej długości:P). Oprócz tego, gdy gładzę palcami skórę głowy czuję ukłucia małych igiełek. To armia małych, nowych przyjaciół! Szkoda, że nie mogę Wam uchwycić na zdjęciu moich nowych przyjaciół :(.

PRZYROST:
Gdy pierwszy raz używałam maści końskiej (ok. rok temu) uzyskałam nie całe 5 cm! przyrostu w ciągu miesiąca. Był to szokujący wynik, w szczególności dla mojej fryzjerki :P. Nie wiem ile wynosiłaby teraz długość moich włosów... Musiałam niedawno je po raz kolejny podciąć ze względu na przerzedzenia, których winowajcą jest TT :(. Mimo podcięcia, udało mi się przekroczyć moje biologiczne 65 cm :). Teraz mamy 67! Włosy podcięłam 3 cm, więc: 
65-3cm = 62 cm
67 - 62 = 5 cm

Dzięki maści końskiej włosy urosły 5 cm w miesiąc. Efekt jest dokładnie taki sam jak za pierwszym podejściem! <3 To samo mówi mój mierzony odrost :). Gdy zaczynałam wcierać maść miał 1,3 cm. Teraz liczy sobie 5, miejscami 6 cm! :) Trzeba niedługo odwiedzić fryzjera :). 

Zdjęcia monitorujące odrost:

Miejscami posklejane włosy - bo po wtarciu konia :). Widoczne też są zaczerwienienia - efekt końskiego rozgrzania.

Efekty na długości jest u mnie bardzo ciężko uchwycić ze względu na to, że po każdym myciu moje włosy wyglądają DOSŁOWNIE - inaczej ;).

Tak na koniec, żeby dobry humor nikogo nie opuścił....
KILKAKROTNIE SPOTKAŁAM SIĘ Z OSOBAMI, KTÓRE BOJĄ SIĘ MAŚCI KOŃSKIEJ "BO JEST ZROBIONA Z BIEDNYCH KONI" :D:D. NIE, NIE JEST ZROBIONA Z KONI. TAK SIĘ TYLKO NAZYWA ZE WZGLĘDU NA MOCNĄ "KOŃSKĄ" DAWKĘ ROZGRZANIA ;).

Która z Was używała?


*         *         *        *        *        *

Szukacie innych, równie ciekawych porad? Zapraszam Was na portal www.kobieceporady.pl!
Znajdziecie tam wiele cennych, przydatnych artykułów o przeróżnej tematyce, np.:
- uroda,
- dom i mieszkanie,
- ślub i wesele,
- lifestyle,
- rodzina i dziecko,
- fitness
- moda
- miłość
- przepisy kulinarne

A także możecie zrelaksować się czytając:
- kobiece wyznania
- znaczenie tatuaży

Na portalu możecie znaleźć również konkursy! :)

KobiecePorady.pl - Portal z poradami dla Kobiet

niedziela, 21 lutego 2016

Niedziela dla włosów (28)


Dzisiaj z niedzielą dla włosów przychodzę nieco później niż zawsze - miałam dość intensywny weekend.  ;)

Olejowanie: 2h oliwka baby dream.
Mycie: długość kallos color, skalp tołpa regenerująca.
Odżywianie: 30 minut pod czepek odżywka cedrowa PO + 5 kropel mleczka pszczelego.
Stylizacja: nawijanie na palce.
Zabezpieczanie: serum elseve, jak zawsze :D.

Efekty:


Jedna strona niechętnie zareagowała na kręcenie ;). Jak tam u Was? Mam nadzieję, że troszkę lepiej :D.


+ Zapraszam Was na rozdanie >klik<!

rozdanie

czwartek, 18 lutego 2016

Dresslink Wishlist - ponownie


Cóż... nie udało się :(. Klików zabrakło dosłownie parę i pluję sobie w twarz, że tego nie dopilnowałam... Cóż uczymy się na błędach, więc próbuję jeszcze raz :). Poniżej chciałabym Wam przedstawić rzeczy z Dresslinkowej oferty, które wpadły mi w oko :).






Bardzo proszę o kliki w poniższe linki! Odwdzięczam się, tylko podawajcie linki do miejsc gdzie mam klikać :)



♥Sukienka 1 >klik<
♥Sukienka 2 >klik<
♥Buty >klik<
♥Kurteczka >klik<
♥Top >klik<
♥Sukienka 3 >klik<
♥Dresslink >klik<
♥Rzeczy za 0.01$ >klik<

♥Darmowa dostawa >klik<

(jeśli klikacie - odczekajcie chwilkę aż strona się załaduje :D)
Dziękuję za pomoc :*
+ bardzo proszę nie KŁAMAĆ, że poklikane jak nie poklikane  jest bo ja WSZYSTKO widzę ;).

wtorek, 16 lutego 2016

Petal Fresh - odżywka nawilżająca aloes i cytrusy




Skład skopiowany z wizaz.pl: Aqua (Water), Glycerin, Isopropyl Palmitate, Caprylic/Capric Triglyceride, Behenyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Hydroxypropyl Methylcellulose, Amodimethicone, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Retinyl Palmitate (Vitamin A), Panthenol (Vitamin B5), *Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, *Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, *Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, *Citrus Grandis (Grapefruit) Leaf Extract, *Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Fruit Extract, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Tussilago Farfara (Coltsfoot) Flower Extract, Achillea Millefolium (Yarrow), Equisetum Arvense (Horsetail), *Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Althaea Officinalis (Marshmallow) Roqt, Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract, Melissa Officinalis (Lemon Balm) Leaf Extract, *Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum (Fragrance) (16.06.2015.)

Z czytania składów jak już wiecie - jestem zielona. Nie jest to na pewno moja działka. Więc na ten temat się nie wypowiem :). Nie mam jakiegoś bzika na punkcie składów, jednak staram się zawsze sprawdzać czy blisko w składzie nie ma alkoholu izopropylowego, czy denatu. 
Odżywka ma za zadanie:
- nawilżyć i odżywić włosy,
- pobudzić skórę głowy,
- pomóc zwalczyć łupież.
Sposób użycia: nałóż na zwilżone włosy, wmasuj i dokładnie spłucz. 
Producent dodaje, że odżywka nadaje się idealnie dla włosów po zabiegach keratynowych.

Opakowanie to plastikowa butelka, otwierana na dziubek z "klikiem". Coraz mniej tego typu butelki lubię, ponieważ mam problem z wylewaniem. Najlepiej stawiać kosmetyk dnem do góry, aby przed aplikacją nie trząść ręką na wszystkie strony świata :D. Pojemność odżywki to 355ml, a cena ok. 20 zł w zależności od drogerii (Hebe, Rossmann). Konsystencja jest typowo odżywkowa.




Zapach to w tym wypadku punkt, na którym skupię się najbardziej... Po otwarciu odżywki uderzyła mnie mocna, cytrusowa nuta... Taka apteczna, kojarząca się z niedobrym syropem na kaszel. Jednak po czasie uporządkowałam sobie aromatyczną sprawę tego specyfiku :D. Zapach zaczął mi przypominać cukierki Nimm2. Tej wersji się trzymam - mam odżywkę o zapachu ulubionych cukierków ;-). 

Działanie:

Po wielu skrajnych opiniach muszę przyznać szczerze - odżywka sprawuje się u mnie świetnie :). Nigdy nie miałam po niej żadnego problemu - typu przyklap, słabe nawilżenie itd. Zawsze włosy wyglądają po niej przyzwoicie, niezależnie od wcześniej wykonanych "zabiegów". Minusem jest jedynie potwornie utrzymujący się zapach na włosach, który już ma się nijak do wyżej wspomnianych cukierków. Trochę włosy po niej... śmierdzą. Zapach nawet należy do znienawidzonych przez ukochanego ;p. Koszmarne jest to, że potrafi być nawet wyczuwalny mimo następnego mycia i nałożenia zupełnie innej odżywki. Śmierdzioszkowa nutka nadal pozostaje gdzieś w tle :D.

Ocena: 4/5

Raczej nie zdecydowałabym się na zakup (odżywkę wygrałam z rozdania). Lubię ją, jednak nie jestem w stanie zdzierżyć zapachu, którego nic nie zabija :P. 

Jednak bardzo ciekawią mnie inne wersje Petal Fresh. Miałyście :D? Jak wrażenia?

niedziela, 14 lutego 2016

Niedziela dla włosów (27)


Znowu nie miałam czasu aby sfotografować to czego dziś użyłam ;)... Walentynkowy nastrój wisi w powietrzu :). Moje włosy również w ten dzień postanowiły wyglądać uroczo :D.

Olejowanie: 3h olej z pestek moreli.
Mycie: Długość Kallos Color, skalp szampon odbudowujący Elseve.
Odżywianie: Maska Natura Siberica: chabry i malina moroszka.
Stylizacja: Palce ;).
Zabezpieczanie: Olej moringa + serum Elseve.

Efekt:


Jest słodko i romantycznie :D?


sobota, 13 lutego 2016

Yankee Candle Snow In Love



Opis z goodies.pl
Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: drzewa iglaste, paczula.


O zapachu
Zima lubi dzieci najbardziej na świecie, a Yankee Candle potrafi wszystkich, nawet największych zmarzluchów przekonać do tego, że nawet największy śnieg i mróz można pokochać. Wszystko za sprawą Snow In Love – zjawiskowej, zamkniętej w jasnym wosku mieszanki, która pachnie jak poranny, grudniowy spacer, albo jak szalona przejażdżka na sankach. A to przez obecność nut nawiązujących do zapachu leśnych, przykrytych śnieżną kołdrą drzew połączonych ze świeżym aromatem mroźnego powietrza. Tak przygotowana kompozycja pobudza, napawa energią i sprawia, że nawet największy śnieg i mróz zaczynamy postrzegać w innym, zdecydowanie bardziej pozytywnym świetle.
Moja opinia: Pierwsze spotkanie z woskiem skończyło się stwierdzeniem rodem z gimnazjum - miłość śmierdzi. Włożyłam zbyt dużo wosku w kominek i po chwili myślałam, że się uduszę. Nozdrza uderzył, mocny, słodki, perfumowany opar. Niczym rozbity flakonik perfum starszej pani... Dosłownie przez kilka dni nie byłam w stanie wsadzić nic w kominek, bo wspomnienia po Snow In Love były zbyt intensywne i wprawiały w skręt kiszek ;). Po kilku tygodniach zrobiłam drugie podejście. Odważyłam się :D. Włożyłam zdecydowanie mniej wosku do kominka. Tym razem razem zapach lekko rozniósł się po pomieszczeniu. Był mocny, jednak nie aż tak za pierwszym razem. Pachnie pudrowo, słodko. Nie wyczuwam żadnych drzew iglastych. Nie ma nic wspólnego z iglastymi zapachami typu Christams Garland. Długo utrzymuje się w pomieszczeniu.
Ocena: 4/5
Wosk dostępny na goodies.pl >klik<
Zapraszam również do zapoznania się z całą armią wosków Yankee Candle! >klik<
    
                                                       Sklep internetowy Goodies.pl

czwartek, 11 lutego 2016

Oleje w pielęgnacji włosów - rodzaje



Szczerze mówiąc na początku przygody z olejami nie zwracałam uwagi na to jakiego są rodzaju. Olej to olej - tłuste i tyle.
Warto jest jednak wiedzieć z czym mamy do czynienia i czy przypadkiem nie przepłacamy za dany olej, bo jest tak naprawdę przefiltrowany, mało odżywczy dla skóry czy włosów.

Pamiętajcie też aby ZAWSZE sprawdzać skład oleju przed zakupem!!!!
Osobiście byłam kiedyś świadkiem sytuacji, w której Pani X próbowała wcisnąć Pani Y "cudowny olej arganowy, źródło wszystkiego co piękne, młode i boskie" w zrywającej boki cenie... A jego skład był oparty na parafinie, oleju słonecznikowym, a wspomniany argan był na końcu składu ;).

Z jakimi olejami w pielęgnacji możemy się spotkać?
Informacje, które zamieszczam poniżej są oparte na własnej wiedzy :).

Olej tłoczony na zimno - czyli bez udziału wysokiej temperatury, wyciskany mechanicznie.
Olej tłoczony na ciepło - olej otrzymywany przy użyciu temperatury.

Najlepsze będą oczywiście dla nas oleje tłoczone na zimno ze względu na to, że posiadają więcej cennych składników. Oleje tłoczone na ciepło niestety tracą część swoich właściwości.
Oleje tłoczone na zimno są z reguły droższe i mają krótszą datę przydatności.

Olej rafinowany - to olej, który zostaje poddany filtracji, obróbce itd. Jej efektem jest najczęściej pozbycie się zapachu, osadu, koloru. Olej taki ma dłuższą datę ważności.
Olej nierafinowany - olej nie poddawany dodatkowej filtracji oraz niepoddawany wysokim temperaturom.

Oleje z pierwszej grupy sprawdzą się u osób wrażliwe na zapachy :-). Oczywiście druga grupa działa na naszą skórę, włosy korzystniej.

Olej filtrowany - poddany obróbce, po prostu filtrowany z osadów itd.
Olej niefiltrowany - nie poddawany filtracji, może zawierać osad.

Olej organiczny - powstały w wyniku tłoczenia na zimno, posiadający certyfikaty o braku styczności z nawozami, pestycydami itd.
Olej ekologiczny - powstały z wysokiej jakości surowców.

Nazewnictwo oczywiście może być o wiele szersze. Podałam te typy olejów, które występują najczęściej :). Oczywiście najlepsze (i niestety zarazem droższe) będą te oleje, które nie zostały poddawane dodatkowym obróbkom.

Jakiego typu macie najwięcej olei? Ja ostatnio przerzuciłam się na ekologiczne i organiczne :). Zwracacie w ogóle uwagę na terminologię, kupując oleje?

wtorek, 9 lutego 2016

DRESSLINK - moje pierwsze zamówienie i opinia


PIERWSZA PRZESYŁKA Z DRESSLINK


Z niecierpliwością czekałam na sukienki zamówione pod koniec stycznia. Pierwsze podejście do współpracy odbyło się bez emocji, jednak gdy zobaczyłam informację, że paczka jest już w Polsce, zaczęłam mocno jej wyczekiwać :).

Wybrałam, jak wcześniej wspominałam 2 sukienki:



Samej dziwiło mnie zachwalanie przez inne dziewczyny tzw "chińszczyzny". Przecież to co chińskie psuje się, jest niezgodne z opisem i w ogóle FE.
Myślałam, że będę Wam tutaj wylewać żale... jednak najszczerzej jak mogę mówię Wam - NIE MAM ŻADNYCH ALE, ŻADNYCH WĄTPLIWOŚCI I ZASTRZEŻEŃ!!!!  Mam za to dwie cuudowne sukienki! Macie ofertę takiej współpracy? Nie ma się co zastanawiać!



Jedynie polecam uważać na rozmiary - myślałam, że jedna sukienka będzie na mnie akurat dobra (okazało się, że jest troszkę luźna), za to jeśli chodzi o drugą to myślałam że... w cyckach ją rozerwę :D (a okazało się, że jest idealna!).


Pierwsza sukienka jest solidnie wykonana i wygląda dokładnie tak, jak na zdjęciu w sklepie! Z niej jestem zadowolona dużo bardziej :D. 





Materiał drugiej jest o wiele cieńszy, jest delikatna więc trzeba uważać. Jednak bardzo mi się podoba :). Również wygląda tak jak na zdjęciu! Oj będzie idealna na Walentynkową randkę :).

BOCZKI TROCHĘ WYŁAŻĄ, no zapuściłam się :P.

Nie. Nie zachwalam ciuchów ze względu na współpracę. Chciałabym ją kontynuować, ponieważ w asortymencie sklepu wynalazłam milion pięćset i trochę ciuchów, które jeszcze chciałabym mieć :). Sukienki są na prawdę bardzo fajne <3.

DZIEWCZYNY, NIE BÓJCIE SIĘ! :) BYŁO WARTO!

PROSZĘ BARDZO O KLIKI W PONIŻSZE LINKI :). PODAWAJCIE LINKI DO SWOICH POSTÓW, Z PRZYJEMNOŚCIĄ SIĘ ODWDZIĘCZAM!

Sukienka z kołnierzykiem >KLIK<
Druga sukienka >KLIK<
Dresslink >KLIK<
Darmowa dostawa >KLIK<
Rzeczy za 0.01$ >KLIK<

Dresslink: Cheap Clothes Online

Yves Rocher - peelingujący olejek do dłoni






Olejek peelingujący dłonie wygrałam w rozdaniu. Czekałam na niego z niecierpliwością aby móc przetestować. Z firmą Yves Rocher miałam okazję spotkać się tylko przy pielęgnacji włosów. Jak sprawdził się na moich dłoniach olejek? Zapraszam na recenzję :).

Pojemność peelingu to 75 ml. Opakowanie to typowa tubka, jak przy większości kosmetyków do pielęgnacji dłoni. Nie spotkałam się z żadnymi trudnościami przy aplikacji. Konsystencja kosmetyku jest szczerze mówiąc... tragiczna. Twarda, mocno klejąca, nieprzyjemna maź (dlaczego nazwali to olejkiem?). Nie spływa z dłoni. Jak na peeling przystało, jest pełen zdzierających granulek - w tym wypadku są to pestki truskawki. Zapach jest delikatny, przypominający wanilię. Cena produktu to ok. 17 zł. Chciałam uchwycić skład, ale ze względu na przezroczyste opakowanie mój telefon nie dał  rady nadążyć :P.






Moja opinia:
Produkt jest bubblem pod każdym względem. Już po konsystencji wszystkiego się odechciewa - miałam wrażenie, że wylałam na ręce miód. Strasznie się kleiły, co uniemożliwiało mi wykonanie peelingu w komfortowy sposób. Peeling jest przyjemniejszy w momencie, gdy zwilżymy ręce wodą (wbrew zaleceniom producenta). Niestety w obu przypadkach po zmyciu dłonie były strasznie przesuszone, szorstkie - według producenta powinny być "niezwykle piękne i gładkie, z miękkością i blaskiem". Szybko musiałam się podratować czymś mocno nawilżającym.


Znacie?

niedziela, 7 lutego 2016

Niedziela dla włosów (26)


Postanowiłam dzisiaj dać ostatnią szansę nafcie, która pod postacią płukanki, alternatywy oleju przed myciem nie sprawdziła się totalnie. Jestem nawet zadowolona, pomimo praktycznie prostej fryzury :D.

Olejowanie: kokos na 2 godziny.
Mycie: Skalp Garnier z glinką, długość Kallos Color.
Odżywianie: 30 minut: maska z olejem Makadamia PO + nie cała łyżeczka nafty.
Stylizacja: -
Zabezpieczanie: Serum olejowe Elseve.



Może i wyglądają na delikatnie spuszone, ale w rzeczywistości są bardzo miękkie i błyszczące :D.

sobota, 6 lutego 2016

Marion - satynowe mleczko do włosów kręconych (do stylizacji)



Mleczko satynowe do podkreślania loków/fal zaciekawiło niejedną z Was :).
Czy jest więc aż tak warte uwagi?


Zalecenie producenta jak modelować loki zupełnie mi się nie podoba. Jak dla mnie to najpierw powinno nastąpić czesanie, później wgniatanie mleczka we włosy... Jeśli chodzi o to w jaki sposób stylizowałam loki na mleczku to robiłam to podobnie jak przy żelu lnianym.


Skład:


Mleczko znajduje się w malutkiej, plastikowej butelce (wylewane jak szampon), nie ma żadnych problemów aby wycisnąć odrobinę na dłoń. Pojemność mleczka to 120 ml, cena ok. 5 zł. Jest bardzo wydajne - wystarczy na prawdę niewiele aby wymodelować fryzurę :). Zapach kojarzy mi się z kolagenowymi kosmetykami, jest przyjemny i niebanalny. Utrzymuje się dość mocno na włosach. Dostępność... właśnie nie wiem jak z nią jest... Mleczka nigdzie indziej nie widziałam, poza jednym wiejskim sklepikiem ;). Konsystencja jest kremowa.



Działanie:
Mleczko właściwie nie ma właściwie żadnych dodatkowych właściwości pielęgnujących. Wygląd naszej fryzury będzie w dużej mierze (albo i zawsze) zależeć od użytych wcześniej kosmetyków. Jednak bardzo dobrze podkreśla fale, loki, które utrzymują się długo :-). Jedynie czasem rano trzeba poprawić skręt. Zapach mocno trzyma się włosów, jest wspaniały <3.

Niedziele dla włosów z użyciem mleczka:
24
21
19

Podsumowując: Mleczko jest tanie, dobre. Jednak nic dodatkowego nie wnosi w pielęgnację - nie nawilża, nie nabłyszcza itd. Jedynie podkreśla skręt.

Ocena ostateczna: 3,5/5
Mimo dość słabej ostatecznej oceny byłabym zdecydowana na ponowny zakup, ponieważ to chyba póki co najlepszy stylizator jaki miałam. Będzie stał na pewno na mojej półce ale będę szukać dalej ideału ;).


Macie jakiś swój włosowy hit od Marion?

czwartek, 4 lutego 2016

Yankee Candle Season Of Peace






Opis z goodies.pl
Wyczuwalne aromaty: bergamotka, mięta pieprzowa, patchoula oraz drzewo cedrowe.
 Linia zapachowa: Okolicznościowe
O zapachu
Wosk Season Of Peace to mała inspiracja dla wielkich, świątecznych porządków! Kompozycja zamknięta we wnętrzu tej aromaterapeutycznej propozycji to odświeżająca kontra dla wszystkich ciepłych i słodkich zapachów grudniowych. W Season Of Peace od Yankee Candle nie znajdziemy ani krzty piernika i ani grama korzennych przypraw. Zapach uciekający z topiącego się wosku okryje za to dom świeżą mieszanką bergamotki, mięty pieprzowej, paczuli i drzewa cedrowego – mikstury wprowadzającej do wnętrz atmosferę ostatnich przygotowań przed przyjazdem gości.

Zapach wosku po odpakowaniu:
Wąchając wosk na sucho nie wyczuwam żadnej choinkowej [cedrowej] nuty. Wyraźnie przebija się mięta, pozostawiająca chłód w płucach. Druga wyczuwalna nuta to dla mnie coś ciekawego, coś co mnie rozbawiło :D. Jednak o tym niżej...

Zapach po rozpaleniu:
Po rozpaleniu wosku wyczułam autentycznie SIDOLUX DO POWIERZCHNI DREWNIANYCH. To nie Season of Peace, ale Season of Sidolux! Czuć miętę, nadal nie ma choinek. Ciężko jest mi opisać zapach wosku, jedynie przypomina mi ten pucujący specyfik. Nie jest ani za mocny, ani za słaby. Szkoda, że nie ma funkcji auto - czyszczenia podłóg :D. W sumie po zapachu, który pozostawia można innych oszukać, że robiło się porządki :P.  

Trwałość zapachu:
Nie za mocny, nie zbyt trwały - szybko się ulatnia.



Ocena końcowa: 4/5 - wosk dość przyjemny, jednak nie będę do niego wracać. Aby wyczuć w pomieszczeniu środek czystości wystarczy posprzątać :). Po co jeszcze go zapalać? 

Wosk dostępny na goodies.pl >klik<
Zapraszam również do zapoznania się z całą armią wosków Yankee Candle! >klik<


                                                   Sklep internetowy Goodies.pl


+ ZAPRASZAM WAS NA ROZDANIE Z BALEĄ! :) >KLIK<

wtorek, 2 lutego 2016

Styczniowe nowości - wygrane rozdania





Tym razem wygranych rozdań jest troszeczkę mniej niż w grudniu, jednak nie oznacza to wcale, że szczęście Czarną Kawę opuściło :D. Myślę, że wręcz dopisywało ogromnie! Chcecie wiedzieć co tym razem przywiało do mnie moje niesamowite szczęście?




1. Dotarła do mnie paczka z grudnia! Już myślałam, że firma która organizowała rozdanie na blogu http://psychodelax3.blogspot.com/ jest oszukańska. Jednak po dość długim czasie i (podejrzewam, że tak się stało) interwencji Anity, paczka w końcu trafiła w moje łapki.
Muszę Wam powiedzieć jedno - kokos po Olaplexie stał się moim absolutnym ulubieńcem (oczywiście zaraz po oleju moringa, o którym ciągle tyle gadam a recenzji nadal brak :P).






2. Serio? Pomyślę o jakimś kosmetyku, że bardzo chcę go przetestować, a on od razu trafia w moje ręce? Czy ja mam jakąś moc :D? Tak, bardzo chciałam przetestować nowość Farmony :-). Urocza Julie Ann z http://brilliant--brunette.blogspot.com/ jeszcze niedawno w życzeniach świątecznych życzyła wszystkim takiego szczęścia, jak ja mam w rozdaniach. I co się stało? Czarny Cham się nie podzielił swoim szczęściem, tylko parę dni później sprzątnął wszystkim nagrodę sprzed nosa :P.
Ps: Malinowy peeling pachnie tak obłędnie, że oczywiście jak to na mnie przystało musiałam wsadzić język do środka. Ups, pierwszy kosmetyk, który nie dość że pachnie to jeszcze dobrze smakuje :D. Skład jest na prawdę powalający!







3. Kolejna kobitka spełniająca marzenia to Patrycja z http://malenkabloguje.blogspot.com/. Przyszedł styczeń, zrobiłam sobie listę rzeczy które chcę w tym roku przetestować. Konkretnie chodziło o lakiery Semilac. No i taka sytuacja - Kawie się zachciało no i wygrała...
No właśnie! Wygrałam "tylko" lakiery. Ale kochane serce (a może raczej rączki :D?) Patrycji włożyło w paczuszkę o wieeeeeeeele więcej wspaniałości. Wyobraźcie sobie mojego tatę, który próbował mi przez telefon wymienić co jest w paczce :P. Musiałam sama zrobić rewizję dopiero po tygodniu! Achhh tak czekałam na ten moment cały tydzień! <3 I Jestem wniebowzięta!






4. A to chyba kumulacja mojego pica :D. Żeby na http://www.blondhaircare.com/ wygrać? W moje łapki trafił cały słoik oleju kokosowego <3. Teraz nigdy kokosu u mnie za wiele - staram się zdrowiej odżywiać, więc używam go i w kuchni. Gotowane mięso niestety nie bardzo mi smakuje, kocham smażone. Uwierzcie - smażona pierś z kurczaka na oleju kokosowym jest wyśmienita!






5. Trochę się wahałam czy wziąć udział w konkursie, w którym do wygrania jest ziejąca ciepłem, szatańska machina 4w1. Ale przypomniała mi się biedna mama, której suszarka ciągle się psuje, a to nawiew zmienia sam temperaturę itd. I wpadłam też na pomysł, czemu by raz za na jakiś czas nie zakręcić na lokówce uroczych sprężynek? Przecież naturalnie takich nie uzyskam, nie ugniotę. Tak więc pomijając kolejne teksty o moim szczęściu oto machina, która wylądowała u mnie dzięki dumnie, groźnie, tajemniczo brzmiącemu LEONOWI (który jest kobietą :D) http://kathyleonia88.blogspot.com/.


Dziękuję dziewczynom za tyle wspaniałości! :*
Wpadło Wam coś w oko? :)