Włosy od prawie 3 lat są dla mnie bardzo ważne. Do niedawna nie wyobrażałam sobie pielęgnacji bez olejowania, czy mycia włosów kilka razy pod rząd mocnym szamponem. Włosy stawiałam zawsze na pierwszym miejscu, czasem ponad wszystko inne.
Obecny tryb życia zmusił mnie do odsunięcia pielęgnacji włosów na dalszy plan. Ich kondycja bardzo się pogorszyła. Gdybym rok temu pomyślała, że doprowadzę je do takiego stanu, to chyba bym się popłakała...
Do czego zmierzam? Kondycja moich włosów bardzo spadła, w porównaniu z tym co było rok temu. Spełniły się najgorsze koszmary. Czy z tego powodu przestanę Wam pokazywać włosy, albo czy czuję się źle? O dziwo, nie! Czuję się dużo lepiej, gdy zluzowałam z dbaniem o włosy. Nie czuję żadnego przymusu, czy ciśnienia związanego z nimi. Nie martwię się o to, czy zdążę umyć włosy o takiej godzinie, żebym mogła pójść spokojnie spać bez suszenia.
O włosy nie mam zamiaru przestać dbać. Dbać będę nadal ale nie chcę już przesadzać. Nie chcę przejmować się rozdwajaniem, kruszeniem czy innymi pierdołami.
Patrząc tylko na włosy, zapomniałam o wielu ważnych innych rzeczach, typu zdrowy tryb życia, dbanie o cerę itd. Postanowiłam sobie, że do wszystkiego będę podchodzić normalnie, ze zdrowym rozsądkiem.
Ale dość trajkotania... Jeśli ktoś je przeżył to gratuluję:D. Zapraszam na weekendową pielęgnację.
Mycie: Lecher, szampon do włosów blond.
Odżywianie: 20 minut maska marokańska.
Później podcięłam kudła o parę cm. Bo prosiły :D
Zabezpieczanie: Mythic oil.
Smętne wisielce :D. Ale za to nawilżone po ulubionej masce :).
Mam nadzieję, że Wasze włosy miewają się lepiej :).
Buziaki! :*
Zapraszam do śledzenia mnie na: