wtorek, 28 czerwca 2016

niedziela, 26 czerwca 2016

Weekend dla włosów (46)


Dzisiaj dosłownie padam :D!
Po 4 nad ranem wyruszyliśmy na narzeczeńską sesję w plenerze :-). Jestem strasznie zmęczona, nie czuję nóg, wzywa mnie łóżko.
Pojechaliśmy do przeuroczego miasteczka Stramberk w Czechach. Z początku wszystko było idealnie, pogoda dopisywała. Ok godziny 9 cały urok zniknął. Dopadła nas taka nawałnica, że dosłownie trzęsło autem, gdy uderzały pioruny... W efekcie nie udało się nam zrobić zdjęć w ogrodzie botanicznym, a najbardziej nam na nim zależało :-(. Będziemy kończyć nasz plener, ale gdzieś bliżej. Dzisiejsze +200 km bardzo nas wykończyło!

Polecam odwiedzić Stramberk! To przecudowne miejsce <3






Ale... przechodząc do weekendowej pielęgnacji :D, musicie wybaczyć mi brak zdjęć kosmetyków :*.

Olejowanie: olejek Wellness&Beauty nałożony na emulsję mocznikową Isany (jakaś godzinka).
Mycie: długość: Kallos Omega, skóra głowy: Tołpa regenerująca.
Odżywianie: Maska Elseve z olejkami + 5 kropel dpantenolu.


Może zdjęcie nie oddaje całkowitego efektu, ale byłam zadowolona :). Miękkość i trochę objętości <3.




Zaraz biorę się za odwdzięczanie się za komentarze, odwiedzanie Waszych blogów :*. Dajcie mi momencik! :)


+ oczywiście każdego, kto znajdzie chwilkę, bardzo proszę o wsparcie :)! Odwdzięczę się, jeśli potrzebujecie klików! :*
I POZDRAWIAM BRZYDKICH KŁAMCZUSZKÓW, CO MNIE KŁAMIĄ, ŻE KLIKAJĄ A NIE KLIKAJĄ :D! PRZECIEŻ JA WSZYSTKO WIDZĘ :*!

KLIK    KLIK    KLIK    KLIK    KLIK    KLIK    KLIK    KLIK   KLIK     KLIK



   

Zapraszam do śledzenia mnie na:

środa, 22 czerwca 2016

Nivea Repair & Targeted Care, czyli najlepsza drogeryjna odżywka, jaką miałam!


Dawno nie pisałam recenzji produktów do włosów :-). Teraz, gdy czas mi na to pozwala, chcę to nadrobić, bo zdążyłam przetestować miliard odżywek :D.

Do produktów firmy Nivea podchodziłam zawsze sceptycznie. Myślałam, że to typowe, nijakie, przereklamowane drogeryjniaki. I źle myślałam! Nowość od Nivei dołączyła do ulubieńców!


Krótki opis z wizaz.pl (źródło)

Odżywka Nivea Repair & Targeted Care z Systemem Inteligentnej Odbudowy [ielegnuje wykrywając zniszczone fragmenty włosów i odbudowuje je dokładnie tam gdzie potrzeba. Wzmacnia włosy poprzez odbudowę ich wnętrza. Chroni włosy przed łamaniem i rozdwajaniem się końcówek.


Opakowanie: poręczne, nie za twarde, pozwalające bez problemu wylać produkt do końca.
Konsystencja: można powiedzieć "normalna" :). Kremowa, lekka, dobrze rozprowadzająca się po włosach,


Zapach: typowy dla produktów Nivei - słodkawo - proszkowaty. Utrzymuje się bardzo długo na włosach! <3
Pojemność: 200 ml.
Cena: ok. 10 zł.
Dostępność: najczęściej Rossmann ;). 
Skład: mix - proteiny, oleje, nawilżacze.




Działanie: Odżywka daje bardzo przyjemne efekty na włosach :). Nie dość, że długo pięknie pachną, to są nawilżone, pełne objętości i błyszczące! W moim przypadku, najlepsze efekty daje trzymanie nie krócej i nie dłużej niż 5 minut. Przy moim bogatym asortymencie odżywek, tę stosuję ok. raz na 2 tygodnie i jest to według mnie idealne rozwiązanie :). Odżywka działa wtedy tak samo zachwycająco za każdym razem!

Używacie Nivei w pielęgnacji włosów? Która wersja zrobiła na Was największe wrażenie?



+ bardzo proszę o wsparcie klikami! To dla mnie wiele znaczy :* oczywiście, odwdzięczam się!

KLIK    KLIK    KLIK    KLIK    KLIK    KLIK    KLIK    KLIK   KLIK     KLIK



   

Zapraszam do śledzenia mnie na:

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Weekend dla włosów (45)


Moje włosy są nadal w kiepskiej formie. Szykuję się na kolejne cięcie, bo nie mogę patrzeć na końcówki :/.

Jak wyglądała pielęgnacja w ten weekend?



Olejowanie: olej Monoi na 1h.
Mycie: długość: Kallos Omega, skóra głowy: wzmacniający szampon Agafii.
Odżywianie: balsam jagodowy z dodatkiem masła shea.
Zabezpieczanie; serum Elseve.

Włosy były bardzo miękkie, przyjemne w dotyku, jednak ich stan ciągle spędza mi sen z powiek :/...



Mam nadzieję, że Waszym włosom żyje się lepiej ;)...


+ bardzo proszę o wsparcie klikami! To dla mnie wiele znaczy :* oczywiście, odwdzięczam się!

KLIK
KLIK
KLIK
KLIK
KLIK
KLIK
KLIK
KLIK   
KLIK    
KLIK

Zapraszam do śledzenia mnie na:

sobota, 18 czerwca 2016

Świece firmy Bispol + świecowe inspiracje :)



Uwielbiam świece zapachowe. Praktycznie każdego wieczoru coś musi się u mnie palić ;-). Propozycję współpracy od firmy Bispol dostałam już dawno, niestety niefortunnie zaginęły moje dane. Niedawno kontakt się odnowił, a ja dostałam paczkę pełną wspaniałości :).

Ponowny kontakt z firmą, można powiedzieć - spadł mi z nieba! Produkty dostałam akurat przed rocznicą z narzeczonym, więc mogłam stworzyć miły klimat dla naszej kolacji :).

Wyczarowałam taką aranżację:



Bohaterowie ze zdjęcia:




ZWYKŁE, RÓŻOWE ŚWIECE: Nie ma zbyt tutaj czego opisywać :). Świece są bezzapachowe, ich zadaniem jest zwyczajne umilanie czasu. Idealne na romantyczną kolację, na spędzenie miłego wieczoru :). W tej roli sprawdziły się świetnie i nie mam żadnych zastrzeżeń! 
Pomimo, że są w kolorze, którego bardzo nie lubię, to wydaje mi się, że rozpalone wyglądają niezwykle uroczo :).

Ocena: 5/5

PODGRZEWACZE O ZAPACHU TRAWY CYTRYNOWEJ: Na początku muszę powiedzieć, że do podgrzewaczy jestem zawsze nastawiona sceptycznie :). Miałam już wiele podgrzewaczy różnych firm i przestałam je kupować - po prostu w ogóle nie wydzielały podczas palenia zapachu. Jednak te, o zapachu trawy cytrynowej są wyjątkiem! Z początku myślałam, że też nie będzie żadnych fajerwerków. Długo nic nie wyzuwałam. Jednak po opuszczeniu pokoju na kilka minut i powrocie do niego... Aż pociekła mi ślinka! Podgrzewacze wydzieliły niezwykle przyjemny aromat, mocno cytrynowy. Zapach jest niezwykle soczysty, pobudzający zmysły.


Ocena: 5/5


*          *          *          *          *



ŚWIECA W SZKLE O ZAPACHU WIŚNI I CZEKOLADY: Świeca pachnie pięknie do momentu, gdy jej nie rozpalimy :-(. Autentycznie, podczas wąchania, mam ochotę na coś słodkiego. Zapach jest słodki, idealny dla łasuchów! Niestety po rozpaleniu świecy nie odczuwałam żadnego zapachu. Widocznie płomień "zabijał" jej wszelkie atuty. Świeca zaczęła wydawać delikatny, przyjemny zapach dopiero po zgaszeniu.

Ale... Dla nienasyconych - z całego serca polecam "wygrzebanie" odpowiedniej porcji wosku ze świecy i rozpuszczenie go w kominku zapachowym! Dopiero wtedy możemy poznać całkowicie urok tego zapachu :-)!

Ocena świecy: 2/5
Jednak sam zapach rozpalony w kominku oceniam mocno 5/5 :)!


*          *          *          *          *






PODGRZEWACZE O ZAPACHU KONWALII I RÓŻY: Wąchając podgrzewacze, doszłam do wniosku, że nie wyczuwam w nich żadnej róży, co akurat jest według mnie wielkim plusem, bo różanych zapachów nie lubię. Świece pachną za to przepięknie, autentycznie, kwitnącymi w majowym słońcu konwaliami! No i niestety... płomień znowu zabija ich przepiękny zapach :(. O wiele ładniej pachną, gdy pozostawimy je nierozpalone na półce :). Przechodząc obok, można wyczuć delikatnie unoszący się zapach konwalii! 

Ocena: 3/5



*          *          *          *          *




PODGRZEWACZE O ZAPACHU MANDARYNEK: Zapach ten, do złudzenia zawsze będzie przypominał mi święta :). Wrażenia w przypadku tych podgrzewaczy są tak przyjemne, jak przy tych o zapachu trawy cytrynowej! Zapach czujemy dopiero po ponownym wejściu do pokoju, w którym podgrzewacze są rozpalone. Wyczuwamy prawdziwą woń mandarynek, nie jest ani trochę chemiczna!

Ocena: 5/5


*          *          *          *          *






PODGRZEWACZE O ZAPACHU BAWEŁNY: Jestem nimi rozczarowana najbardziej! :( Wąchając je, zakochałam się tak samo jak w Yankee Candle "Clean Cotton". Odzwierciedlają zapach świeżego prania. Niestety, po rozpaleniu totalnie nie pachną... A miało być tak pięknie!

Ocena: 1/5


*          *          *          *          *




PODGRZEWACZE O ZAPACHU TRUSKAWEK:  niestety... i te podgrzewacze po rozpaleniu, nie pachniały wcale, a wcale :(. Jednak, gdy wąchamy ich zapach, nie jest wcale sztuczny! A to jest dużym plusem :)

Ocena: 1/5




*          *          *          *          *



zakochałam się w słoikowych lampionach!

PODGRZEWACZE O ZAPACHU FREZJI: Znacie zapach tego kwiatu? :) jest dość specyficzny, więc nie każdemu może się spodobać. Osobiście bardzo go lubię :). Podgrzewacze po rozpaleniu pachną ładnie, delikatnie i nie nachalnie. Jednak jak dla mnie, doznania mogły by być intensywniejsze :-).

Ocena: 4/5


PODSUMOWANIE

Firma Bispol jest według mnie mistrzowska w kwestii odzwierciedlania zapachów. Nie są ani trochę chemiczne, przypominają bardzo mocno to, czym mają pachnieć. Jednak bardzo zasmuciło mnie to, że większości zapachów albo nie wyczuwałam wcale, albo wyczuwałam je delikatnie. Według mnie, firma powinna poważnie zastanowić się nad wprowadzeniem wosków zapachowych! :-) Kupiłabym je na pewno! Bo osoby, które komponują zapachy w tej firmie, są prawdziwymi artystami!

Jesteście fanami firmy Bispol? :)

Bispol: świece, znicze, podgrzewacze



Zapraszam do śledzenia mnie na:

czwartek, 16 czerwca 2016

Jak dba o włosy Iza z bloga http://zakrecone-kolko.blogspot.com/ ?

Dawno nie pokazywałam Wam włosów innych dziewczyn :-). Dzisiaj zapraszam Was do zapoznania się z przepięknymi, gładkimi włosami Izy!

Izę poznałam na włosowym forum w 2014 roku, organizowałam też z nią spotkanie blogerek w Rybniku. Jej włosy zachwycały mnie od samego początku!

Poznajcie wspaniałe włosy i wspaniałą historię! :)



*          *          *          *          *          *


Od dziecka miałam długie włosy, które prawie cały czas czesane były w dwa warkocze lub kucyki. Dbały o nie mama i babcia. O ile oczywiście można nazwać dbaniem stosowanie szamponu i sporadycznie odżywki... W połowie podstawówki zbuntowałam się i zaczęłam chodzić w rozpuszczonych włosach, które na noc były oczywiście wiązane w warkocz, więc w ciągu dnia były pofalowane i spuszone.


W gimnazjum i liceum moja aktywność fizyczna spadła, a żywienie ograniczało się do obiadów typu zupka błyskawiczna. W liceum włosy nagle stwierdziły, że zamiast puchu wolą przyklap. Końcówki były w tragicznym stanie.


Pod koniec liceum włosy skróciłam i pocieniowałam. W takim stanie przetrwały do pierwszego roku studiów, bo w wakacje jeszcze bardziej je skróciłam i pocieniowałam. Ot, marzyły mi się włosy do ramion…


 
Przyklap, strączkowanie się, rozdwajanie były na porządku dziennym. Sporo wypadały. Z resztą nic dziwnego skoro jadałam jak jadałam…

Jakiś miesiąc po powyższym zdjęciu rozstałam się z ówczesnym chłopakiem i potrzebowałam zmiany. Padło na makijaż i pielęgnację, a w rezultacie szybko przeszłam do pielęgnacji włosów. Tak stałam się włosomaniaczką. Wcierki, czytanie składów kosmetyków, olejowanie, łagodne szampony, zdrowa dieta i aktywność fizyczna… Żeby Was nie zarzucać zdjęciami poniżej małe porównanie stanu włosów po miesiącu pielęgnacji, roku i dwóch latach.
 
W międzyczasie kilka razy wybrałam się do fryzjera na podcięcie zniszczonych końcówek. Najbardziej pomogły mi wtedy: regularne (nawet co mycie) olejowanie olejem ze słodkich migdałów, mycie szamponem Babydream, wcieranie kozieradki, przemyślane i zdrowe odżywianie oraz domowa maska, którą potem zamieniłam na maski Biovax,
W grudniu 2014 r. oddałam włosy w ramach akcji Daj włos.



Pozwoliłam im rosnąć chociaż nie miałam wtedy parcia na długość. I tak sobie rosły po swojemu. Kilka miesięcy później spełniłam swoje marzenie – hennę. Użyłam czystej henny Mahoniowa Czerwień od Orientany. Kolor chwycił słabo, ale mocno. Zmiana była widoczna przy użyciu lampy błyskowej.



Na początku obecnego roku, gdy odrost nie dawał mi już spokoju, sięgnęłam po hennę kasztanowo-miedzianą Khadi. Kolor nabrał głębi i włosy nie były już tak czerwone.



Od tamtej pory sobie rosną. Do fryzjera wybrałam się po ponad roku i to wcale nie dlatego, że końcówki były rozdwojone. Ot, potrzebowały po prostu odświeżenia. Lada chwila czeka mnie kolejne użycie henny.
Moje włosy są zdrowe, proste i niskoporowate. Są lekko podatne na odkształcenia, ale w żadnym wypadku falowane nie są. Ich kolor zależy od światła. W zasadzie to zawsze tak było, ale użycie henny tylko pogłębiło ten stan. Grubość kucyka jest średnia – obwód to 9 cm. Lubią oleje nasycone, aloes i aminokwasy. Nie lubią ziółek, protein, oleju sezamowego i silikonów. Tolerują silikony do zabezpieczania. Skóra głowy jest dość wrażliwa i nienawidzi ALS, ale też nie lubi innych silnych detergentów.
Moja aktualna pielęgnacja jest minimalistyczna, ponieważ włosy są w bardzo dobrym stanie i więcej po prostu nie potrzebują. Owszem, zdarzają się im gorsze dni i mają mega przyklap, ale tego chyba nie da się zupełnie wyeliminować. Niestety.
Moja pielęgnacja:
- oleje kokosowy i awokado raz na jakieś 2 tygodnie na odżywkę humektantową taką jak balsam na kwiatowym propolisie,
- mycie co 2-3 dni szamponem z łagodnymi detergentami na zmianę z silnymi – obecnie Vianek i Yves Rocher,
- maski przed myciem – obecnie ulubione to Biovax Bambus i Awokado, Organic Oil Professional Salonowa Gładkość i Kallos Blueberry,
- odżywki po myciu na 1-5 minut takie jak przede wszystkim miodowy Garnier, odżywka do włosów blond Udowaltz, odżywka kokosowa Dr Organic,
- zabezpieczanie – najlepsze są jedwab Green Pharmacy na końcówki i na długość mgiełka Gliss Kur Oil Nutritive.
Zwracam wielką uwagę na to jak wygląda moja dieta oraz na składy kosmetyków.

Włosy wyglądają tak:






                                             *          *          *          *          *          *
I co sądzicie? :)
Przy okazji - serdecznie zapraszam Was na bloga Izy (tu). Możecie znaleźć tam wiele przydatnych informacji, ciekawostek na temat pielęgnacji włosów!! 

Chcesz, abym dodała wpis o Twoich włosach? Śmiało, kontaktuj się ze mną! :-)

+Zapraszam do poklikania w linki ;*. Każde wsparcie jest bardzo ważne!! 
KLIK      KLIK      KLIK      KLIK       KLIK      KLIK      KLIK     KLIK


Zapraszam do śledzenia mnie na: