czwartek, 31 grudnia 2015

PODSUMOWANIE ROKU - blog, hity w pielęgnacji włosów, jak zmieniły się moje włosy.

Nim totalnie przepadnę w kuchni by przygotowywać jedzonko na dzisiejszy wieczór/noc, chciałabym pożyczyć Wam wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym Nowym Roku! Aby udało się Wam spełnić wszystko, czego nie udało się w 2015 :-)


BLOGOWE PODSUMOWANIE
2015 rok jest dla mnie wyjątkowy, ponieważ zdecydowałam się założyć bloga. Miałam wiele wątpliwości, typu "Czy ktoś będzie w ogóle to czytał? Przecież stron tego typu jest już tysiące...". Jeśli sami macie tego typu wątpliwości - odsuńcie je na bok! Blogów owszem - jest dużo. Jednak każda osoba tworzy coś indywidualnego, ma coś innego do powiedzenia! Czytam setki recenzji wosków Yankee Candle, które są teraz popularne. I z ciekawością czytam opisy zapachów, które każdemu dają inne odczucia. Nie ma dwóch takich samych zdań, recenzji. Im jest nas więcej, tym więcej ciekawych treści :-). 

Nawet bym nie pomyślała... Blog liczy DOPIERO 4 miesiące, a ja mam na chwilę obecną...
231 obserwatorów
24550 wyświetleń
i opublikowałam 92 posty! (SZALONA :D)

Jedni powiedzą - zrobiłaś rozdania, to ludzie przychodzą. Tak, zrobiłam. Jednak wiele osób dołączyło do moich obserwatorów i nie wzięło udziału w ani jednym rozdaniu. Czuję w sobie dumę, ponieważ to był dla mnie znak, że przyciąga ich tutaj nie tylko możliwość wygrania nagrody.

Największym zainteresowaniem, oprócz niedziel dla włosów cieszył się post zawierający recenzję olejowego serum Elseve (na chwilę obecną 1035 wyświetlenia od momentu opublikowania)  >klik<

Jestem też zadowolona z ilości komentarzy pod postami. Zaczynając blogowanie byłam pewna, że do końca roku nie dobiję nawet 50 obserwacji, nie mówiąc już o więcej niż 20 komentarzy pod postem. 

Jest MOC! Jestem tutaj dzięki Wam - i dzięki Wam chce mi się pisać :-).


HITY W PIELĘGNACJI WŁOSÓW
Macie też tak, że kupujecie coś nowego, z początku działa idealnie, a później przestaje Was zadowalać? To mój częsty syndrom, niestety... Mało kiedy wracam do tych samych kosmetyków, często zmieniam asortyment półki. Jednak wśród wszystkich moich kosmetyków wybrałam te, które stały się absolutnie włosowymi hitami:


ODŻYWKI/MASKI:

1. Maska z limitowanej serii Natura Siberica "Loves Estonia" >recenzja<
2. Odżywka rokitnikowa (oblubienica mojego skrętu :D) >recenzja<
3. Odżywka cedrowa (cudowne wygładzenie) >recenzja<
4. Odżywka z olejem makadamia >recenzja<


EMULSJA DO CIAŁA (do wszystkiego!) ISANY


Genialny dodatek do olejowania, masek itd... >recenzja<


SZAMPON  GARNIERA (tak się składa, że akurat w tym roku trafiłam tylko na jednego geniusza)

Recenzji szamponu jeszcze nie było :-). Jednak uwielbiam go! Cudownie oczyszcza, daje uczucie odświeżenia, nie plącze włosów, peelingi cukrowe są z nim tak przyjemne, że odlatuję na drugi świat :D.


SERUM ELSEVE


Ten hit chyba zna już każdy mój czytelnik ;). Jeśli jednak nie, to zapraszam do recenzji >klik<.


OLEJ MORINGA

 Całkowity przypadek w zakupach - nazwa mi nic nie mówi. Jednak wiem, że żaden olej nigdy tak bardzo mnie nie zachwycił. Nie używam go do olejowania, tylko do zabezpieczania końcówek. Doczeka się na pewno osobnej recenzji!


MLECZKO PSZCZELE

Zdecydowanie mój ulubiony półprodukt. Recenzja jeszcze nie opublikowana, czeka w kolejce :-). Działa genialnie na włosy - kondycjonuje, nawilża.


JAK ZMIENIŁY SIĘ MOJE WŁOSY PRZEZ TEN ROK?
Gdyby nie robienie zdjęć, na pewno nie zauważyłabym zmian. W sumie sama jestem zdziwiona i mocno zadowolona z rocznej zmiany... Z resztą.. Zobaczcie same! :)


15.12.2014                                                                              30.12.2015
51 cm                                                                                      65 cm
Co myślicie? :)

To wszystko :-).
Życzę Wam cudownej zabawy Sylwestrowej! Nie ważne gdzie - ważne Z KIM!

wtorek, 29 grudnia 2015

Yankee Candle Sparkling Snow





Dzisiaj jeszcze nie włosowo, a woskowo :-).

Opis z goodies.pl
Wyczuwalne aromaty: Wosk ze świątecznej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o chłodno-świeżym zapachy leśnych, ośnieżonych sosen, świerku i paczuli.
 Linia zapachowa: Okolicznościowe.
O zapachu
Brak opisu na stronie.

Zapach wosku po odpakowaniu:
Wosk pachnie choinkowo - jednak nie tak specyficznie jak Christmas Garland :D. Nuta choinkowa jest delikatna, mocniej przebija się nuta męskich perfum. Całość pachnie dość mocno.

Zapach po rozpaleniu:
Wosk ma mocny zapach, więc nie trzeba wkładać go dużo do kominka. Pachnie intrygująco, intensywnie. Choinkowa nuta wyczuwalna przy wąchaniu na sucho znika. Kojarzy mi się z przystojnym, pachnącym mężczyzną oblanym dodatkowo śmietaną  (mhmmm... :D). Trochę przypomina piankę do golenia. Delikatny kremowy zapach dość przyjemnie łączy się z mocną "męską" nutą.

Trwałość zapachu:
Mocny, trwały, ogarniający wiele pomieszczeń :).



Ocena końcowa: 4/5 - trochę za mocny :). 

Wosk dostępny na goodies.pl >klik<
Zapraszam również do zapoznania się z całą armią wosków Yankee Candle! >klik<

niedziela, 27 grudnia 2015

Niedziela dla włosów (20)

Świąteczny klimat tak nadal mnie trzyma, że zapomniałam o wczorajszej "niedzieli" dla włosów. Nawet nie zrobiłam zdjęcia produktów, ponieważ planowałam bogatszą pielęgnację. Jednak spontaniczne plany pokrzyżowały plany włosowe :D.

Olejowanie: 30 minut olej monoi.
Mycie: Skalp Garnierem z cytryną i glinką, długość Kallosem Bannana.
Odżywianie: Ekspresowa maska Avon.
Zabezpieczanie: Serum olejowe Elseve + kropla oleju z kiełków pszenicy.


Efekt:



Jak na szybką pielęgnację nie jest źle :).
Jak tam u Was? Mnie jakoś ciężko wziąć się w garść po świętach. Ah... lenistwo :D.

środa, 23 grudnia 2015

Świątecznie :)























Kochani czytelnicy i nie tylko,
Życzę Wam z całego serca wesołych, pogodnych Świąt Bożego Narodzenia.
Aby był to czas otwartości, miłości i życzliwości dla innych.
Abyście spędzili go w rodzinnej, ciepłej atmosferze :-).
Wszystkiego co najcudowniejsze! ;*



+z Świątecznych przyczyn moja blogowa aktywność będzie ograniczona :).

wtorek, 22 grudnia 2015

L'oreal Paris: Elseve "eliksir odżywczy magiczna moc olejków"

Dzisiaj recenzja, o której myślę od dawna. Ciągle jakoś ją omijałam. Jednak nadszedł czas aby przedstawić Wam mój hit =).





Przedstawiony produkt to nic innego jak serum do zabezpieczania końcówek przed rozdwajaniem, a także doprowadzające włosy do ładu ;). Jak widać na drugim zdjęciu, można go używać na różne sposoby. Ja najczęściej używam go na suche włosy lub na wilgotne po myciu.

Skład jest bardzo przyjemny :) Oprócz silikonów mamy tutaj między innymi ekstrakt z rumianku, olej kokosowy, olej słonecznikowy, ekstrakt z kwiatów lotosu, gardenię, dziką różę, soję - tak w skrócie :). Jest też benzyl alkohol - jednak daleko w składzie więc w postaci konserwantu.
Opakowanie, jak widać na pierwszym zdjęciu jest z pompką - jak w przypadku większości serum do włosów. Jedno "pompnięcie :D" wyrzuca idealną ilość serum, która wystarcza na jednorazowe użycie.
Zapach jest bardzo przyjemny - kojarzy mi się z czymś jednocześnie słodkim, kwiatowym i cytrusowym :). Delikatnie utrzymuje się na włosach.
Konsystencja jest nieco bardziej lejąca niż w przypadku innych produktów zabezpieczających końcówki. Jednak nie utrudnia aplikacji i nie ujmuje wydajności.


(Jedno "pompnięcie" :D)

Wydajność produktu jest zaskakująca :). Używam go od 5 miesięcy i mam go połowę.
Pojemność: 100 ml
Cena: Regularna 31 zł (Rossmann), promocja 21 zł.


Opinia: Gdyby nie odkrycie tego produktu to nie wiedziałabym, że używanie serum to moment koronny naszej pielęgnacji. Moment, od którego zależy stan naszych włosów najbardziej.
Pół roku temu używałam namiętnie lekkiego serum Green Pharmacy, którego za nic nie chciałam zamienić na inne. Działało bardzo dobrze. Jednak któregoś dnia uświadomiłam sobie, ze stan moich końcówek wcale nie polepsza się na tyle, ile bym chciała. Pewna kochana osoba zasugerowała mi zmienienie serum na cięższe. Trzeba przyznać, że serum GP dla rozjaśnianych włosów było bardzo lekkie. Potrzeba mi było lepszego zabezpieczenia. W Rossmannie padło na serum olejowe Elseve. Użyłam go z ciekawości praktycznie od razu po wyjściu z drogerii. I wtedy zaczęła się ogromna miłość i romans na dłuuuugi czas!
Serum genialnie dociąża włosy - momentalnie sprawia, że są miękkie, nabłyszczone i zdyscyplinowane. Nie trzeba powtarzać aplikacji co chwilę, aby utrzymać ten stan. Dodaje to więc produktowi szalonej wydajności. Cudownie uelastycznia włosy. Po 2 miesiącach stosowania zauważyłam DIAMETRALNĄ poprawę stanu końcówek! Jeśli miałabym określać się w procentach, to na pewno ich stan poprawił się o 60% - dużo mniej kruszenia, dużo mniej rozdwajania.

Nie wyobrażam sobie pielęgnacji włosów bez tego produktu :). Kocham go i zostanie ze mną na pewno na długi czas!

Znacie jakieś serum Elseve? :)

niedziela, 20 grudnia 2015

Niedziela dla włosów (19) - podcięcie


Przez ostatni tydzień odczuwałam jakąś zerową motywację do wszystkiego. Mam nadzieję, że mi się polepszy przez święta :).
Jak przebiegała "sobotnia niedziela dla włosów"? :D

Olejowanie: Od rana olej Monoi na całą długość (5h).
Mycie: Tołpa odbudowująca.
Odżywianie: Rokitnikowa odżywka PO na 10 min.
Stylizacja: Nowość w moich zbiorach - satynowe mleczko Marion.
Zabezpieczanie: Olejowe serum Elseve.

I jeszcze podcięłam końcówki, których przerzedzenie zauważyłam przy okazji ostatniej niedzieli dla włosów. Poszły 3 cm :-).

Efekt:


i w świetle dziennym:




Jak tam u Was?

sobota, 19 grudnia 2015

Yankee Candle Pink Sands

























Opis z goodies.pl
Wyczuwalne aromaty: cytrusy, słodkie kwiaty oraz wanilia
 Linia zapachowa: Rześkie.
O zapachu

To nie jest sen utalentowanego surrealisty, albo twórcze szaleństwo grafika odpowiedzialnego za obróbkę wakacyjnych zdjęć! Plaża usypana z różowych piasków naprawdę istnieje! Żeby tam się dostać wystarczy dobrze rozgrzać wosk Pink Sands. Kiedy kompozycja zacznie unosić się w powietrzu – poczujemy zapach bajkowych, egzotycznych, kolorowych kwiatów wychylających się łapczywie w kierunku słonecznych promieni. Wkrótce też dotrze do nas aromat słodkiej wanilii i orzeźwiających cytrusów rosnących w gajach usadowionych na skraju fantazyjnych, różowych wydm.

Zapach wosku po odpakowaniu:

Zapach wosku Pink Sands to połączenie wszystkiego, co kojarzy mi się z delikatnością, świeżością i niewinnością :-). Po powąchaniu zostajemy oszołomieni cudowną kwiatową nutą w połączeniu z czymś, co przypomina mi płyn do płukania tkanin.

Zapach po rozpaleniu:
Dochodzę ostatnio do wniosku, że im bardziej niepozorny wosk to tym więcej może. Pink Sands pachnie niezwykle orzeźwiająco (kwiatowo) i lekko cytrynowo. Jest bardzo delikatny więc polecam go wrażliwym osobom, nie lubiącym przytłaczająco pachnącego otoczenia. Ośmielę się stwierdzić, że będzie także przyjemny dla osób lubiących mocniejsze, kadzidlane zapachy :). Pod koniec palenia podgrzewacza Pink Sands uwalnia bardziej słodką nutę - lecz nie drażniącą. Jest bardzo neutralny - więc dobry na zrobienie prezentu w ciemno :). Zapach z powodzeniem ogarnia kilka pomieszczeń domu.

Trwałość zapachu
Delikatność trwająca długo? Mocne zapachy wyparowywały z pomieszczenia dosyć szybko. Delikatny wosk Pink Sands jest wyczuwalny po wieczornym paleniu nawet z rana :). Jest o oczywiście o wiele mniej intensywny zapach, lecz nadal wyczuwalny.


Ocena końcowa: 5/5
Wieczory z woskiem Pink Sands były cudowne :). Jestem w stanie do niego powrócić.

Wosk dostępny na goodies.pl >klik<
Zapraszam również do zapoznania się z całą armią wosków Yankee Candle, które oferuje sklep! >klik<

czwartek, 17 grudnia 2015

Joanna - szampon rewitalizujący kolor

Moja przygoda z ochładzającym szamponem z L'oreal nie została zapamiętana dobrze - lekkie ochłodzenie, które utrzymywało się do następnego mycia. Warunkiem utrzymania efektu było ciągłe używanie tego rypacza i to na całej długości... a niezły przesusz fundował.
Dzisiaj opiszę Wam rewitalizujący kolor szampon, który uwielbiam :).



(zdjęcie robione po zakupie;) - nie żebym pisała recenzję po paru użyciach!!)














Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocoamidopropyl Betaine, Cocoamide MIPA, Coco-Glucoside, Glycol Distearate, Laureth-4, Glyceryl Oleate, Trimethylsilylamodimethicone, C11-15 Pareth-5, C11-15 Pareth-9, Polyquaternium-10, Panthenol, Hydrolyzed Wheat Protein, Triethanolamine, Disodium EDTA, Sodium Chloride, Parfum, Acid Violet 43, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone


Tak jak pewnie się spodziewałyście - szampon to oczyszczający rypacz ;).Zacznijmy od tego, że dostępny jest w Hebe w cenie ok. 18 zł. Jego pojemność to 500 ml. Opakowanie jak widać - z pompką. Przezroczysta butelka dodatkowo pozwala nam kontrolować stan zużycia kosmetyku. Pachnie dosyć ładnie "czarną porzeczką", jednak jest to dość chemiczny zapach. Nie utrzymuje się na włosach. Szampon ma intensywnie fioletowy kolor. Jego konsystencja nie jest ani zbyt lejąca, ani zbyt twarda. Całkiem dobrze się pieni.


DZIAŁANIE: Szamponu używam raz na dwa tygodnie w celu oczyszczenia włosów i dodatkowo w celu ochłodzenia koloru. Takie co dwu tygodniowe ochłodzenie całkowicie przy nim wystarcza. Szampon dobrze domywa skórę głowy, nie mam po nim przyklapu, nie plącze strasznie włosów podczas mycia. Jeśli chodzi o efekt ochłodzenia to jest naprawdę bardzo widoczny! Co więcej pozostaje widoczny przez kilka kolejnych myć - kolor wtedy w bardzo ładny sposób schodzi z popielatego do jasnego blondu :). Najgenialniej moim zdaniem włosy wyglądają w okolicy 3 - 4 mycia po użyciu szamponu. Aby efekt oczywiście był widoczny, trzeba pozostawić spieniony szampon na włosach przez parę minut. Nie zdarzyło mi się, aby zabarwił włosy na fioletowo. Jedynym minusem jest to, że strasznie brudzi paznokcie. Na szczęście nie atakuje wanny, czy zlewu ;).


Lubię i polecam! Niby nasza Polska firma, a pokładła szampon L'oreala na nogi 500 razy.

wtorek, 15 grudnia 2015

Rozjaśniane włosy a zima - jak o nie dbam?

http://x3.cdn03.imgwykop.pl/c3201142/comment_VEwPXm63ABAN9sGs0GGrGUfCSR6wv3Rz.jpg 


Zima to pora roku, która najbardziej daje się we znaki moim rozjaśnianym włosom. Zwiększone rozdwajane, problem z nawilżeniem z powodu ogromnej różnicy temperatur w mieszkaniu i na zewnątrz, elektryzowanie itd - to moje największe zmory. Przeważnie już z końcem listopada przestawiam się na "tryb zimowy" :). Na co szczególnie zwracam uwagę?

1. Upinanie włosów. Nie wychodzę na zewnątrz nigdy z rozpuszczonymi włosami. Otarcia o szalik, kurtkę powodują szybsze rozdwajanie się włosów oraz elektryzowanie. Upinam przeważnie włosy w koczka ślimaczka.

2. Czapka. Nasze włosy nie znoszą mrozów. Narażone są wtedy na szybsze rozdwajanie, pękanie.  Upinam włosy włosy w ślimaczka i zakładam czapkę.
Warto również pamiętać, że zimno może uszkodzić cebulki włosów i zwiększyć wypadanie! No i nie można zapomnieć, że bez czapki droga do choroby jest o wiele krótsza :-).
"Nie lubienie" czapki moim zdaniem nie jest do końca trafnym argumentem. Przecież jak dojdziemy w docelowe miejsce to ściągamy :D. Gdy widzę dziewczyny z rozwianymi kłakami po kurtce, szalu to mam ochotę zakupić im czapkę :D.

3. Pielęgnacja oparta bardziej na olejach, niż humektantach. Najczęściej zimą pielęgnuję włosy w następujący sposób: pod olej nakładam nawilżacz, myję włosy odżywką, na koniec nakładam maskę/odżywkę opartą na olejach z dodatkiem łyżki ulubionego oleju.
Taka pielęgnacja zapewni nam lepszą ochronę włosa przed zniszczeniami, utratą nawilżenia, elektryzowaniem.

4. Mocne serum. Aby zwiększyć ochronę używam mocniejszego serum na co dzień (Np. olejowego serum Elseve używałam wyłącznie po myciu, a do nocnego zabezpieczenia i na drugi dzień używałam lekkiego serum Green Pharmacy bądź Marion). Zimą stawiam cały czas na Elseve). 

5. Olejowa mgiełka. Aby po wyjściu z domu uniknąć elektryzowania i innych niespodzianek - psikam zawsze włosy mgiełką Gliss Kur Oil Nutritive. Towarzyszy mi zawsze, gdy zaczynam czuć "suchość włosów". 

6. Parafina. Kiedyś stosowałam ją w olejach, teraz stawiam na naftę. Robię płukanki z nafty albo nacieram nią włosy na 10 minut przed myciem.

7. Częstsze oczyszczanie. Chcąc, nie chcąc włączając intensywniejszą pielęgnację, muszę oczyszczać włosy raz w tygodniu z nadbudowanych substancji :-).



A jak Wy dbacie o włosy zimą? :-)

niedziela, 13 grudnia 2015

Niedziela dla włosów (18)




Olejowanie: Na resztkę maski kakaowej Ziaji położyłam olej z nasion bawełny (2h).
Mycie: Długość balsamem na kwiatowym propolisie, skalp próbkami szamponu Farmony z acai.
Odżywianie: Nowa maska bambusowa Farmony.
Zabezpieczanie: Olejowe serum Elseve + mgiełka Gliss Kur Oil Nutritive.

Efekty:



Końcówki nadają się do podcięcia :D.
Jak tam u Was?
Dzisiaj ubogo w treść, nie mam sił do niczego. (imprezowania się zachciało...)

sobota, 12 grudnia 2015

Yankee Candle Christmas Eve






Opis z goodies.pl:
Wyczuwalne aromaty: słodkie śliwki, owoce kandyzowane.
Linia zapachowa: Okolicznościowe

O zapachu
W oczekiwaniu na pojawienie się na niebie „tej” pierwszej gwiazdy – dobrze jest potrenować cierpliwość i wprowadzać się stopniowo w świąteczny nastrój. Jak to zrobić? Wystarczy zasiąść wygodnie w fotelu, otulić się ciepłym pledem, zaparzyć herbatę i rozgrzać wosk Christmas Eve. Wigilijna tarteletka od Yankee Candle to miszmasz słodkich śliwek i owoców kandyzowanych. Całość pachnie i smakuje jak najwytrawniejszy, grudniowy keks i pozwala na to, aby delektować się świąteczną atmosferą przez 365 dni w roku. Bo wosk Christmas Eve to hołd dla bożonarodzeniowej atmosfery i esencja wigilijnego oczekiwania na pierwszą gwiazdkę.

Zapach wosku po odpakowaniu:
Christmas Eve to BARDZO intrygujący zapach. Myślałam, że skoro mają być w nim wyczuwalne owoce kandyzowane, to będzie przeraźliwie słodki. Jednak tak nie jest - wyczuwam nutę czegoś lekko słodkiego, połączonego z nutką świeżości. Typowego śliwkowego zapachu niestety nie wyczułam.

Zapach po rozpaleniu:
TO JEST ZDECYDOWANIE TO! Osoby nie lubiące słodkości - nie bójcie się! 
Zapach wosku jest arcygenialny i chyba dałabym nobla osobie, która wpadła na takie połączenie zapachowe. Zacznijmy od tego, że połączenie jest idealne na zimę - lekka rozgrzewająca słodycz, przełamana jakby  miętą. Gdy weźmiemy głębszy wdech, w naszych płucach pozostanie przyjemny chłód. Jednocześnie nozdrza połechce słodki zapach. Cudowne doznanie! Zakochałam się i siedziałam z nosem w kominku, aby potęgować wrażenia. Wieczór z tym woskiem to zabawa w ciepło - zimno :-). Takie doznania towarzyszą nam podczas palenia <3.

Trwałość zapachu:
Zapach ulatnia się dość dyskretnie :). Po wieczornym paleniu czułam z rana w domu przyjemną świeżość.

Ocena końcowa: 5/5 - zapach ze względu na swoje niepowtarzalne połączenie na pewno na długo utkwi mi w pamięci i będę do niego wracać. Nie jest typowo świąteczny i myślę, że można spokojnie palić go cały rok :).

Wosk dostępny na goodies.pl >klik<
Zapraszam również do zapoznania się z całą armią wosków Yankee Candle! >klik<

 

czwartek, 10 grudnia 2015

Oleje Nacomi: Nasiona Bawełny, Makadamia, Awokado - recenzja zbiorcza


Od pewnego czasu dosłownie męczę 3 oleje firmy Nacomi. Nie chodzi o ich działanie - bo jest dobre. Skąd więc moja irytacja? Zapraszam do zapoznania się z recenzją!









Chciałabym opowiedzieć Wam o każdym oleju z osobna... Lecz po prostu się nie da! Dla mnie wszystkie 3 olejki są jednym i tym samym olejem, tylko ze zmienioną etykietą...

A więc:
- Jedyna zauważalna różnica pomiędzy powyższymi 3 olejami jest taka, że najwięcej musiałam nakładać oleju z nasion bawełny, ponieważ włosy najchętniej go "wypijały".
- Wszystkie oleje są bezzapachowe.
- Mają taką samą konsystencję (typowo olejowa).
- Mają nieporęczne opakowanie - wylewane są przez otwór.
- Gdy oleje nie stoją, zaczynają się lekko ulewać i tłuścić opakowanie.
- Po każdym z nich włosy były zadowolone w taki sam sposób: dociążone, nabłyszczone, zdyscyplinowane.
- Kropla każdego oleju nałożona na suche końcówki nie obciążała ich.
- Kropla każdego oleju nałożona na suche końcówki dawała taki sam efekt: dociążenie, zabezpieczenie, nabłyszczenie.
- Żaden olej nie sprawia problemu przy zmywaniu.
- Oleje szybko wchłaniały się w twarz.
- To samo w przypadku ciała.
- Każdy olej potrafi bezproblemowo zmyć makijaż.


Oleje dostępne przez internet i od niedawna w Hebe.

Nazwa firmy pasuje idealnie do podsumowania :) NA-CO-MI kilka olejów tej firmy? Kompletnie wystarczył by mi jeden, aby się zadowolić. W efekcie szału zakupowego mam 3 tak samo działające oleje, tylko że z inną etykietą :-)... a mogłam kupić coś lepszego.

Miałyście któryś z nich?

wtorek, 8 grudnia 2015

Grudniowe przyjemności - nowości :)

Grudzień sprzyja wszelkim szaleństwom zakupowym :-). Co nowego zacznę testować w grudniu? Zapraszam do przeczytania.


Na początku moje własne zakupowe szaleństwo.
1. Olejek Wellness&Beauty mango i papaja - kupiłam go już drugi raz, uwielbiam olejować nim włosy. Miałam napisać dla Was jego recenzję lecz sama nawet nie zauważyłam kiedy nastało denko :-).
2. Farmona - maska bambusowa. Kosmetyk już dawno przyciągnął moją uwagę. Ciekawe opakowanie, wręcz proszące się o włożenie do koszyka. Bardzo profesjonalnie zaprojektowane. Nawet nie wiem kiedy zorientowałam się, że produkt jest naszej polskiej Farmony. Zaciekawił mnie ekstrakt bambusowy, który ma podobno wspaniałe właściwości wzmacniające.
3. Serum Marion "migdały i dzika róża". Nowa seria olejków Marion również od dawna mnie interesowała. Mimo, że migdałów i dzikiej róży tyle w nim co wcale to postanowiłam wypróbować.





4. Nafta kosmetyczna. Trajkotałam o niej już milion lat :D. W końcu kupiłam! Zimą włosom przyda się solidniejsze zabezpieczenie :). Tym bardziej, że parafinę lubię a na oleje parafinowe szkoda mi pieniędzy :-).



 Prezent od tego, który uwielbia mnie rozpieszczać :-). Dziękuję najwspanialszemu narzeczonemu :*! Z tego prezentu jestem zdecydowanie najbardziej zadowolona w grudniu! 

1. Naturalny olej z kiełków pszenicy.
2. Rafinowany olej z pestek arbuza
3. Elastyna - już rozpoczęłam testowanie :)
4. Olej monoi (olej kokosowy + ekstrakt z gardenii).
5. Naturalny olej moringa - chyba stał się hitem na suche końcówki <3! 
6. Organiczny olej z pestek moreli - już nim olejowałam i jestem bardzo zadowolona! 
7. Naturalny olej abisyński

uwielbiam robić zakupy na zrobsobiekrem.pl <3 


No i w nowościach grudniowych nie mogło zabraknąć wosków Yankee Candle! <3
Wszystkie pochodzą z goodies.pl za sprawą wymiany punktów za recenzje. Szczerze mówiąc na początku wietrzyłam w tym wszystkim jakąś ściemę, ukryte koszta... Ale nie! Wszystko w porządku :-). Całość zamówienia 0 zł 0 gr :D. Jestem zadowolona i całego serca polecam tę stronę!
Zdecydowałam się na typowo zimowe zapachy. Z paczki dosłownie kipiało lodem! Mięta, coś słodkiego, choinka (i tym razem nie kiblowa :D). 



Co Wam się podoba najbardziej? :)



Kochani, zapraszam Was również na rozdanie u mojej NAJLEPSZEJ czytelniczki, tej która jest ze mną praktycznie od początku istnienia bloga, zawsze pozostawia po sobie komentarz :-)

poniedziałek, 7 grudnia 2015

OLAPLEX - efekt na moich włosach i wrażenia

Olaplex_Logo_OL 
źródło 

(post opublikowany wcześniej niż planowałam za sprawą meilowych próśb czytelników! :) potraficie motywować :*)

Będąc ostatnio na rozjaśnianiu odrostu, postanowiłam zafundować sobie dodatkową przyjemność w postaci zabiegu Olaplex, tym bardziej, że jako dodatek do rozjaśniania kosztował mnie 50 zł! (salon L'oreala).

Czym jest w ogóle Olaplex?
Krótko na temat o tym, czym jest Olaplex pisze oficjalna strona na Facebooku "Olaplex Polska":

Olaplex to zabieg który wiąże i regeneruje mostki siarczkowe eliminując drastyczne zniszczenia powstające w trakcie zabiegów chemicznych.


Brzmi obiecująco, jak chwyt reklamowy.

1. Jak wyglądał zabieg?
Pani fryzjerka na początek dolała Olaplexu do rozjaśniacza, który trafił na odrosty.
Później na 10 minut Olaplexem została potraktowana długość.
Po upływie czasu moje włosy zostały oczyszczone i wysuszone.
Sam zabieg zabiera więc bardzo mało czasu :).

2. Jak wyglądały włosy bezpośrednio po zabiegu?
- Były mega suche, szorstkie pomimo nałożenia odżywki i Mythic Oil
- Dodatkowo spuszone po zetknięciu z suszarką
- Nikt nie zauważył, że robiłam zabieg
PODSUMOWUJĄC: ISTNA TRAGEDIA i zdenerwowanie, że pieniądze poszły w błoto...

Nie wierzyłam, że Olaplex aż tak nic nie daje...
W domu postanowiłam powtórzyć zabieg "samobójczy" na moich włosach, który zrobiłam  ciekawości przed Olaplexem :-).

A więc UWAGA!
- nałożyłam na włosy olej KOKOSOWY (z którym zetknięcie zawsze kończyło się puchem) na 30 minut
- umyłam skalp Tołpą regenerującą (po długości spływała tylko piana)
- na 10 minut nałożyłam maskę PO z masłem shea
- końcówki zabezpieczyłam olejem KOKOSOWYM :)


Teraz patrzcie, jak włosy wyglądały po takim zabiegu nim zdecydowałam się na Olaplex i po Olaplexie :-) 



3. A więc czego możemy spodziewać się po Olaplexie?
- Nabłyszczenia włosów
- Mięsistości
- Wygładzenia
- Sypkości 
- Widocznie poprawionego stanu włosów, przyglądając się z bliska

4. Czego nie możemy się spodziewać?
- Że każdy zauważy efekt od razu
- Nawilżenia
- Naprawienia końcówek :).
Olaplex to nie zabieg nawilżający, czy natłuszczający - stawia typowo na regenerację. Po Olaplexie warto wykonać mocno natłuszczająco - nawilżającą pielęgnację.

IM ZDROWSZY WŁOS, TYM MNIEJ ZAUWAŻALNE SĄ EFEKTY OLAPLEXU.

Kilka zdjęć włosów z bliska (dzień po zabiegu)





Zwróćcie również uwagę na to, że moje włosy naturalnie są czarne i potrzebują długiego kontaktu z rozjaśniaczem (12 - procentowy!).


+ ZDJĘCIA WŁOSÓW 3 MYCIA PÓŹNIEJ (W TYM JEDNO DWUKROTNIE OCZYSZCZAJĄCE):



Mam wrażenie, że włosy kilka myć później wyglądają jeszcze lepiej niż po pierwszym :).

I oficjalnie... pokochałam kokos! 

Co myślicie? :) Było warto? Zdecydowałybyście się na taki zabieg?


Yankee Candle Clean Cotton





























Opis z goodies.pl
Wyczuwalne aromaty: świeże pranie, kwiaty oraz cytryna.
 Linia zapachowa: Rześkie.
O zapachu

Kwintesencja świeżości i esencja ulotności – trudnej do opisania, niemożliwej do schwytania, ale (za sprawą magii Yankee Candle) uformowanej na kształt pachnącej tarteletki. Wosk Clean Cotton jest wszystkim, co kojarzy się z latem, ciepłem i przyjazną atmosferą panującą w rodzinnym domu. Ta niezwykła propozycja w trwały sposób przechowuje aromaty, które – w naturze – są niezwykle ulotne, prawie nieuchwytne. Morska bryza, która przynosi ze sobą zapach dalekich podróży i nuty kojarzące się z praniem suszącym się majestatycznie w lipcowym słońcu – kompozycja letniej świeżości rozjaśni najbardziej ponury, jesienny wieczór!

Zapach wosku po odpakowaniu:
Po odpakowaniu wosku i przystawieniu go pod nos uderzyła mnie woń, którą po prostu wielbię. Uczucie wsadzenia głowy w opakowanie proszku do prania! Zapach utrzymywał się w moich nozdrzach przez kilka minut po skończeniu wąchania :).

Zapach po rozpaleniu:
Moja mama wracając z pracy zadała mi pytanie: "zrobiłaś pranie?". Wosk Clean Cotton uwalniał autentyczny zapach świeżo wypranego prania. Nie był ani trochę zmieniony, pachniał dokładnie tak samo jak przy początkowym wąchaniu. Dom szybko wypełnił zapach świeżości - ma się wrażenie, że nie trzeba już sprzątać bo jest czysto :). Przez cały czas palenia wosk był tak samo intensywny i nie zmieniał zapachu na inny. Nie wyczułam w nim żadnej kwiatowej ani cytrynowej nuty. Samo pięknie pachnące pranie. Zapach wypełnił dom taką pozytywną aurą jak wtedy, gdy rozwiesimy świeżo wyprane firanki.

Trwałość zapachu:
Zapach prania utrzymuje się w domu nawet do kilku godzin po skończeniu palenia podgrzewacza. Duży plus!

Maskowanie nieprzyjemnych zapachów:
Wosk kapitalnie maskuje każdy nieprzyjemny zapach (począwszy od psa, skończywszy na smażonych rybach).

Ocena końcowa: 5/5 - MÓJ NUMER 1!


Wosk dostępny na goodies.pl >klik<
Zapraszam również do zapoznania się z całą armią wosków Yankee Candle! >klik<


Znacie go? :) Lubicie?

niedziela, 6 grudnia 2015

Niedziela dla włosów (17)


Kto obserwuje mojego instagram lub fanpage na FB ten wie, że zrobiłam niedawno Olaplex :-). Szczegóły i krótka relacja z zabiegu pojawią się na blogu w przeciągu kliku dni.
Jak minął mi wczorajszy dzień dla włosów?

- Naolejowałam włosy olejem z pestek moreli na 2h,
- po upływie czasu umyłam długość Kallosem Banana, a skalp Tołpą regenerującą,
- na 10 minut nałożyłam odżywkę Yves Rocher z olejem jojoba (denko),
- końcówki zabezpieczyłam olejowym serum Elseve z dodatkiem oleju moringa.


Efekty:


Jak Wasze włosowe SPA? :)


PRZYPOMINAM, ŻE POST NIŻEJ POJAWIŁY SIĘ WYNIKI ROZDANIA! :)
Wesołego Mikołaja! :)